Zacznę od krótkiego opisu moich weekendowych outfitów:
Dzień 1.
Sukienka, która wybrałam na sobotę była strzałem w 10! Świetnie się w niej czułam, bo wiedziałam, ze dobrze leży, nie gniecie się i nie brudzi. Szkoda tylko, że nie była czerwona, byłaby idealna :) Grafitowa też prezentowała się nieźle, ale uznałam, że taki kolor średnio pasuje na wesele. W ceglasto-morelowej wyglądałam jakbym miała chorobę morską, więc zdecydowałam się na kieckę w odcieniach brązu.
Po szpilki wybrałam się do sklepu VENEZIA i ostatecznie kupiłam taki model, jakiego szukałam od początku - klasyczne, czarne platformy. Nie sądziłam, że odważę się na buty na tak wysokim obcasie (12cm!), jednak muszę przyznać, że są wyjątkowo wygodne.
sukienka - H&M
kopertówka - no name
platformy - Venezia (%)
naszyjnik - Apart (prezent)
kolczyki - Cubus (%)
pierścionek - H%M
zegarek - Tissot (prezent)
kopertówka - no name
platformy - Venezia (%)
naszyjnik - Apart (prezent)
kolczyki - Cubus (%)
pierścionek - H%M
zegarek - Tissot (prezent)
Dzień 2.
Na poprawinach obowiązywał mniej oficjalny strój, więc zdecydowałam się na kombinezon, do którego dobrałam bardziej imprezowe dodatki i klasyczną marynarkę. Na początku miałam na sobie czarne platforny, ale potem zmieniłam je na sandały na obcasie.
kombinezon - New Yorker (%)
marynarka - H&M
sandały - H&M (%)
kopertówka - no name
naszyjnik - Cubus (%)
pierścionek - H&M
zegarek - Tissot (prezent)
______________________________________
marynarka - H&M
sandały - H&M (%)
kopertówka - no name
naszyjnik - Cubus (%)
pierścionek - H&M
zegarek - Tissot (prezent)
______________________________________
Właściwie nie wiem co powinnam napisać o sobotnim weselu. Jeśli często bierzecie udział w tego typu uroczystościach, to raczej domyślacie się jak spędziłam miniony weekend. Ciepła wódka, kawałki martwych zwierząt w galarecie, koszmarna muzyka (utwory Feela i tak były jednymi z najmniej drażniących :P), przeczące prawom fizyki konstrukcje na głowach niektórych pań, 102 nieznajome twarze, a wśród nich przepocony, narąbany wujek który średnio co kwadrans próbował mnie wyciągnąć na parkiet... Stanowiłam niewielki odsetek osób, które były na weselu po raz pierwszy i z tego powodu jakoś nie umiałam się odnaleźć w tej biesiadnej rzeczywistości. Do większości "niesamowicie śmiesznych" zabaw były zapraszane pary, dlatego z czystym sumieniem mogłam podziwiać ich wygłupy z rogu sali, w tym między innymi przeciąganie sznurka przez własne majtki. Wszystkie konkursy wygrała świadkowa, co do dziś wydaje mi się bardzo podejrzane. Ciekawe jak długo trenowała łapanie welonu, który w wyniku przejęzyczenia mojego towarzysza wieczoru został nazwany "żelonem" ("Waneta złapała żelon"), ale to raczej żart sytuacyjny, który nie będzie śmieszny dla żadnego czytelnika tego bloga :) Gdy oślepił mnie błysk flesza pochodzącego z aparatu Kodak na kliszę zaczęłam się zastanawiać, czy to się dzieje naprawdę, czy jedynie skutek uboczny butelki truskawkowego wina, które przyjęłam doustnie w tempie ekspresowym. A jednak rzeczywistość :O! Wszyscy bawili się niepokojąco dobrze, a ja modliłam się, aby jak najszybciej wrócić do domu i zbierać siły na....
Poprawiny! Niedzielne atrakcje przebiły wszystko... Zespół ostatkiem sił grał "Jesteś szalona", wódka stawała się coraz cieplejsza, w dodatku opuściła mnie jedyna bratnia dusza, z którą mogłabym spędzić wieczór. Robiąc dobrą minę do złej gry oddtańczyłam obowiązkowy układ choreograficzny - kaczuszki, dałam się przebrać w kalosze i męskie gacie, a w przerwach "na jednego" kąpałam banany w czekoladowej fontannie. Weekendowe atrakcje doskonale posumował napis na kapslu od napoju Tymbark: "MASAKRA". Ten to ma wyczucie!






pierwszy raz na weselu to się na prawdę rzadko zdarza:)) Ja raczej średnio bawię się na weselach ale to nie od zabaw zależy lecz mojego nastawienia. Świetnie wyglądałaś:) Buty wyglądają na dobrze wyprofilowane, ja w swoich 12 centymetrowych platformach niewiele metrów przechodzę:) żelon dobre!
OdpowiedzUsuńJa myślałam,że widziałam na ostatnim weselu na jakim byłam,najgłupszą zabawę czyli picie wódki na czas z jednego kieliszka,ale to o czym ty piszesz ją bije:P I Właśnie z tego powodu my u siebie nie chcieliśmy żadnych zabaw.
OdpowiedzUsuńButy są przepiękne a ty wyglądałaś świetnie:)
buty są cudowne ! klasyka jest najlepsza :)
OdpowiedzUsuńojj wiem o czym mówisz, jeśli chodzi o wesela... niedawno miałam swoje wesele i planując je robiliśmy wszystko, żeby nie było biesiadne łącznie z dokładnym ustalaniem z djem muzyki jaką ma grać a jaką absolutnie nie...a idiota i tak rozpoczął wesele od "Takie tango" i jakiegoś disco polo...masakra...jak mu zwróciliśmy uwagę to jeszcze był oburzony, że on jest djem i trzeba go szanować, bo on wie przy czym się goście bawią...potem było już lepiej, no ale i tak w sumie zepsuł nam najpiękniejszy dzień w zyciu ;/
W kaloszach wyglądałaś uroczo :)))
OdpowiedzUsuńNalewkę z pigwy piłam, bo moja mama robi. Ale z białego bzu nie! Muszę zgłębić tajniki :) Dzięki! :)
Wyglądałaś świetnie! Szukałam tej kiecki u mnie w h&m, ale niestety bezskutecznie :/ Super że kupiłaś takie klasyczne szpile- ja moje, które kupiłam w zeszłym roku (wyglądają tak samo jak Twoje) eksploatuję wyjątkowo często, myślę że i Tobie będą służyć :)
OdpowiedzUsuńJa byłam już na ok 15-20 weselach, więc dla mnie to taka rutyna ;) Ale NIENAWIDZĘ weselnych zabaw (muzyka weselna jeszcze przy tym ujdzie) i jak kiedyś będę miała swoje wesele, to nie będzie żadnych! No chyba że rzucanie welonu, tyle.
A to musiało ciekawie wyglądać! ;))) Dla mnie wesela kojarzą się z cyrkiem. ;)) Ale za to buty są zarąbiste, uwielbiam buty tej firmy. Jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. :)
OdpowiedzUsuńsuper wyglądałaś :) serio :D
OdpowiedzUsuńi fajnie opisałaś to, co czeka mnie w nadchodzący weekend ;]
Zapomniałam napisać że wyglądałaś super. :)
OdpowiedzUsuńi te czarne buty są MEGA :D
OdpowiedzUsuńŚwietnie wyglądałaś, nawet w kaloszach:)
OdpowiedzUsuńJa z reguły na takich weselach koszmarnie się "bawię", nie lubię tego wszystkiego, o czym pisałaś (ciepła wódka, nawalony, nachalny wujaszek, żałosna muzyka, kretyńskie konkursy).
mrr...piękne te szpile;D Jawkombinezonach wyglądam,jak debil:/ A chciałabym nie;P Na jesień marzą mi się sznurowane koturny,może upoluję gdzie za grosze;D
OdpowiedzUsuńno takie to juz są wesela. Ja lubię, ale tylko z moja rodziną, bo jest fajnie śmieszna. Nie lubię chodzić do znajomych, czy coś takiego. Bo nikogo nie znam i udaję, że jest okej. Heh ..
OdpowiedzUsuńJakbym sama pisała tę relację. Wreszcie ktoś, kto ma podobne podejście do wesel. Ja nienawidzę tych imprez. Zawsze starałam się unikać ich jak ognia ale wiadomo, nie da się. Gdy sobie przypomnę, jak wodzirej wcisnął mi na siłę rzucony przez pannę młodą welon, jak kazał mi stać na krześle prze z 5 minut, gdy pijani kawalerowie mieli swoją część oczepić...brrrr. A potem jakiś obcy koleś miał mi zębami zakładać podwiązkę....i zrobił to ://///////// WRRRRR!!!!! Nigdy więcej!
OdpowiedzUsuńAha. Wyglądałaś cudownie. Platformy uwielbiam, więc tym bardziej Twoje klasyczne przypadły mi bardzo do gustu. A kombinezon to był świetny pomysł. :)
Amlę chcę potestować przynajmniej miesiąc zeby zobaczyć efekty ;)
OdpowiedzUsuńwybrałam firmę Khadi ;)
Sukienka i buty pierwsza klasa!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam
http://saymejustine.blogspot.com
super wygl;adalas a buty na pewno dlugo beda Ci sluzyc :)
OdpowiedzUsuńjako pierwszy taniec mieliśmy You were always on my mind E.Presleya :)
OdpowiedzUsuńmyśmy też marzyli o niebiesiadnym weselu...po częsci się udało - dj po początkowych wpadkach zaczął grać muzykę, która zapobiegawczo sami nagraliśmy na płytkach i sala odżyla. Od razu zastrzeglismy też, ze nie chcemy żadnych zabaw, choć oczywiści i tak pan dj zadecydował inaczej... ale chociaż jedzenie było pyszne i nietypowo weselne :) wiec mówie ci, nawet jak nie chce się biesiadnie to inni zadecydują inaczej hehe :)
wyglądałaś świetnie! :)
OdpowiedzUsuńniestety wesela mają to do siebie, że jest dużo wódki, zabawy, disco polo i szalejący ludzie ;) No, ale najlepiej jest wtedy gdy towarzystwo nam odpowiada, wtedy takie wygłupy nie sa odbierane jak coś idiotycznego.
a nie, zegarek leży na stole bezpieczny:) no prawie bo obok sałatki z prawie surowym (:/) makaronem, którą zrobiła teściowa:p
OdpowiedzUsuńa wyglądałaś pięknie zarówno na weselu jak i na poprawinach
po 1 to świetnie opisałaś ten weekend ;)) jakbym poszła na wesele ;o tak dawno nie byłam, że szok.. aczkolwiek nigdy nie byam na poprawinach więc nie do końca wiem co tam się robi :d :))
OdpowiedzUsuńalee na weseluw syztsko można i każdy się modlił, żeby to nie zostało uwiecznione przez akmerzystę ;D
Ja mam dużą rodzinę, czasem byłam też jako osoba towarzysząca, więc się uzbierała :) Rekord padł we wrześniu 3 lata temu, kiedy w każdy weekend było wesele :)
OdpowiedzUsuńMoje wesela pasują do Twojego opisu, myślę że są to takie standardowe imprezy (choć "zabawy" są u mnie tylko w 1 dniu, na poprawinach jest spokój :)) Choć mam już na nie patent- po prostu siedzę przy stole, nie idę obserwować "śmiałków", bo podobnie jak i Ty zdarzało mi się być na siłę wyciąganą z tłumu, więc wolę to przeczekać :)
Jednak jako stała bywalczyni wesel zaoobserwowałam optymistyczną tendencję- wesela są coraz mniej kiczowate,co się tyczy zarówno muzyki i tzw. "oczepin", przynajmniej tak było na moich lipcowych imprezach :)
Tak, za rok wracam do tej samej szkoły.
OdpowiedzUsuńnie znoszę wesel! tych takich "prawdziwych", naprawdę nie trawię. unikam. jak wredna baba odmawiam przyjścia wykręcając się najgłupszymi wymówkami. albo wychodzę cichaczem po pierwszym toaście licząc, że moja nieobecność nie zostanie zauważona. byłam w życiu na trzech ślubach/weslelach, które bardzo mi się podobały i wszystkie były bardzo niestandardowe, w tym takie, które sama mogłabym dla siebie sprawić: ślub cywilny, poczęstunek dla wszystkich gości, tak z godzinkę, bufet na stojąco, później para młoda z najbliższą rodziną pojechała na uroczysty obiad (najbliższa rodzina = dziadkowie, rodzice i rodzeństwo) a z "młodym towarzystwem" spotkali się wieczorem na rajd po nocnych klubach.
OdpowiedzUsuńa tak w ogóle to wkurza mnie, że nie pojawiają mi się powiadomienia o Twoich nowych postach, mimo, że mam Cię w obserwowanych :/
Ubranko z dnia drugiego bardziej mi się podoba :) a jeśli chodzi o wesela... nienawidzę ich, także współczucia i dobrze, że to już za Tobą ;p
OdpowiedzUsuńP.S. Atrevete ;) ależ sobie dałaś upust ;D czułam jakbym czytała siebie ;) nie wiem tylko co to trapezowate spódnice ;p i obawiam się, że z tymi piórkami w czterech literach możesz mieć rację... ale wiesz co... wtedy będzie jeszcze zabawniej ;p
suknia panny młodej idealnie oddaje cały Twój opis :)
OdpowiedzUsuńświetnie wyglądasz w tej sukience w kombinezone z resztą też;-) Ja od dawna nie byłam na takim typowym weselu ale mi przy takich okazjach pomaga powolne upijanie się. Wtedy nie przeszkadzaja mi ani idiotyczne rozmowy o moich planach zakladania rodziny a i tance na parkiecie nie sa takie straszne bo wszyscy się o sobie obijają. Tylko trzeba uwazać jak robią zdjęcia bo w tyt stanie nie jest sie fotogenicznym;-)
OdpowiedzUsuń