Moja ponad roczna przerwa w regularnych treningach na siłowni zaczęła być zauważalna nie tylko dla mnie, ale także dla otoczenia. Po tym jak przestałam się mieścić w ulubione spodnie, a "życzliwa" koleżanka z pracy zapytała, czy przypadkiem trochę nie przytyłam postanowiłam, że czas najwyższy skończyć z błogim lenistwem. Wiedziałam, że dieta nieco wymknęła mi się spod kontroli, także spodziewałam się maksymalnie dodatkowych czterech kresek, ale nie sądziłam, że będzie ich aż SIEDEM! Natychmiast zeskoczyłam z wagi i zaczęłam się zastanawiać gdzie do cholery zagnieździły się te piekielne gratisowe kilogramy. Po dłuższej analizie uznałam, że prawdopodobnie w cyckach :P To akurat wyszło mi na dobre, bo w końcu mam normalny biust, z którego jestem zadowolona. Część poszła w biodra i nogi, co również nie jest takie straszne, ale niestety przy okazki zyskałam kilka cm w talii, a to już mnie wcale nie cieszy :( Nie chcę ściemniać, ze nie wiem jak to się stało, gdyż doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkiemu jest winne moje lenistwo i kilka dużych tabliczek czekolady...
Walkę z niechcianymi kilogramami ułatwia mi to, że w mojej maleńkiej miejscowości powstał nowiutki klub fitness. Do dyspozycji mamy dwie sale ćwiczeń (damską i męską), saunę, pokój z fotelami do masażu, dużą salę z lustrami, w której 3 razy w tygodniu odbywa się aerobik oraz inne atrakcje, z których raczej korzystają dzieci (piłkarzyki, stół do ping ponga, bilard). Co ciekawe, wstęp jest całkowicie darmowy :)
Większą część grupy fitnessowej stanowią panie po pięćdziesiątce, więc spodziewałam się tego, że zajęcia z piłkami i na stepie będą raczej dopasowane do ich możliwości, jednak nic bardziej mylnego! Prowadząca nie ma dla nas litości, a intensywność ćwiczeń określiłabym jako POZIOM HARD. Do klubu chodzę co 2 dni na minimum 2 godziny i zaczynam powoli dostrzegać efekty tych męczarni. Cieszę się, ze w małej miejscowości, która do tej pory była jakąś dziurą zabitą dechami powstała całkiem niezła siłownia, ale niestety nie wszystko mi się tutaj podoba, Przede wszystkim brakuje osoby, która pokazywałaby jak prawidłowo korzystać z poszczególnych przyrządów do ćwiczeń, bo niektórzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Poza tym nie do końca odpowiada mi sposób w jaki są prowadzone zajęcia. Trenerka nie zawsze potrafi pokazać jak należy wykonywać poszczególne ćwiczenia, szybko się niecierpliwi i nie reaguje na nasze sugestie.
Wieki temu na jednym z portali urodowych wzięłam udział w jakimś konkursie i ku mojemu zdziwieniu zostałam zakwalifikowana do testowania kosmetyków pewnej znanej marki. Kosmetyki, które mi zaproponowano są na tyle uniwersalne, że zgodziłam się na współpracę. Tym razem w paczce znalazłam następujące dwa produkty:
Dezodorantów Adidas używałam nie raz i z każdego byłam bardzo zadowolona, dlatego wyjątkowo przyjemnie używa mi się tego produktu. Co prawda jestem przyzwyczajona do antyperspirantów w kulce, po prostu mam do nich większe zaufanie, jednak ten radzi sobie równie dobrze, nawet podczas intensywnych treningów na siłowni.
Jeśli chodzi o drugi kosmetyk, a mianowicie spray do ciała, napiszę jedno - żałuję, że nie jestem facetem :) Pachnie świetnie!
