Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekend zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weekend zakupy. Pokaż wszystkie posty

3 kwietnia 2012

And she was



Wiosenne porządki kojarzą mi się przede wszystkim z małą rewolucją  w szafce z płytami. Krążki z sentymentalnymi kawałkami schowałam na dno szuflady, aby zrobić trochę miejsca dla bardziej optymistycznych i porywających do tańca albumów. Ostatnio chodzi za mną jeden z ulubionych utworów Talking Heads. Znacie ten zespół?

Chyba nie myślicie, że we Wrocławiu tylko fotografowałam kolorowe kamieniczki i słuchałam dobrej muzyki! Każdy wyjazd jest świetną okazją do tego, aby zwiedzić kolejny H&M :P Wymacałam Marną kolekcję, po którą najbardziej zawzięte szafiarki koczowały przed galeriami w dniu premiery, z czego po cichu troszkę się śmiałam, gdyż linia lateksowych skafandrów kosmonauty miała się rozejść ja świeże bułeczki, tymczasem pod koniec marca przypominała raczej czerstwe buły, których nikt nie chce. Same drogie, nieekologiczne  brzydactwa i dziwactwa. Nie polecam.



Ze sklepu nie wyszłam z pustymi rękami, ponieważ niespodziewanie moim oczom ukazał się śliczny, zgrabny, pojemny, pomarańczowy kuferek. Były też czarne i beżowe, ale  mamy wiosnę, więc odrobina koloru nie zaszkodzi. Jestem z niego bardzo zadowolona.

Przed wyjazdem przypomniałam sobie o niewykorzystanej zniżce do hama i pobiegłam po kolorowe rurki. Miałam wziąć zielone, ale w sklepie zmieniłam zdanie i kupiłam pomarańczowe. Leżą idealnie i rozważam zakup jeszcze jednej pary w innym kolorze.



Błękitna bluzka z H&M i "firankowa" tunika z dłuższym tyłem Gina Tricot, obie po 2,70zł! Tę białą lubię łączyć z pomarańczowymi rurkami.


Kolorowa torebka na długim pasku z sh


Odrobina koloru - hawajskie szorty H&M oraz chabrowe i fioletowe legginsy Cubus, oczywiście z sh :)



Jakiś czas temu wspominałam na fejsie, że w walentynkowym konkursie CZWÓRKI  udało mi się wygrać słodką niespodziankę. Musiałam na nią cierpliwie poczekać, więc jako bonus od stacji otrzymałam zestaw radiowych gadżetów.



Zaprojektowanie idealnej czekolady wcale nie było takie łatwe. Miałam do wyboru kilkadziesiąt różnych dodatków, więc moja koncepcja zmieniała się kilka razy. Po dłuższej chwili zdecydowałam się na tabliczkę mlecznej czekolady z prażonymi ziarnami kakao, orzechami nerkowca i wanilią. Jeszcze jej nie spróbowałam, bo mi szkoda :D

4 stycznia 2012

Oh, it's 2012!





Nie mam zamiaru udawać, że w sylwestra bawiłam się świetnie... Zaplanowałam imprezę u znajomej, z której zrezygnowałam dzień wcześniej, bo w piątek jak na złość dopadło mnie podłe choróbsko. Po zażyciu sporej dawki leków poczułam się na tyle dobrze, że ponownie zmieniłam zdanie - pomalowałam paznokcie, spakowałam butelkę wina, zamówiłam taxi i o umówionej godzinie pojawiłam się u koleżanki. Doszłam do wniosku, że nie chcę spędzać sylwestra w pustym domu, poza tym pół dnia spędziłam w kuchni przygotowując jedzenie na wieczór i zwyczajnie szkoda mi było mojej pracy.
Kolejnym argumentem za zrzuceniem bawełnianej  piżamy na rzecz koronkowej tuniki oraz zamianę koka a'la Teletubiś w burzę loków był fakt, iż chciałam się troszkę upić (oczywiście w granicach rozsądku). Bardzo szybko okazało się, że moje oczekiwana co do tego wieczoru były mocno wygórowane. Mało kto pił, bo kilka osób przyjechało autem, a alkohol skończył się po dwóch godzinach. Gospodyni zapewniła jedynie szampana i wykręcała się od zorganizowania innego alkoholu przed północą. Ratowaliśmy się tym co  przynieśli goście, a nie było tego zbyt dużo, bo większość przyszła z pustymi rękami.  Czułam się jak na jakimś  zjeździe emerytów :/ Przeziębienie dawało o sobie znać, byłam zmęczona i trzeźwiutka. Z szeroko otwartymi oczami przyglądałam się reszcie znajomych, którzy z niezrozumiałych dla mnie powodów czerpali przyjemność z pląsów do hitów włoskiego disco. Chcę poznać adres ich dealera! Nie wiem co brali, ale było widać, że działa. Albo ja się zestarzałam, albo inni jeszcze nie dorośli.

Nie przygotowałam długiej listy noworocznych postanowień, bo jestem beznadziejna w ich dotrzymywaniu. Mam za to listę życzeń, których większość zachowam dla siebie. Niektóre z nich tradycyjnie dotyczą sfery wizualno-estetycznej, co się chyba nigdy nie zmieni - zgubię 5kg i może będę z siebie zadowolona. W 2012 roku chciałabym być zdrowa i w końcu mieć dobre relacje z rodzicami, bo obecnego układu nie można nawet nazwać pozornie poprawnym. Przez najbliższe 12 miesięcy mam zamiar cieszyć się z drobiazgów, przestać się przejmować głupotami i spełnić jedno z muzycznych marzeń. Jednym z bardzo rozsądnych postanowień jest także znaczne ograniczenie niepotrzebnych wydatków, zerwanie z zakupami pod wpływem impulsu i tym samym zaoszczędzenie większej kwoty na wakacje, komputer, aparat... Uświadomiłam sobie ile kasy przepuściłam na głupoty w zeszłym roku i nie zamierzam ponownie popełnić tego samego błędu. Od dziś przestaję inwestować w zbędne przedmioty - zaczynam inwestować w przeżycia! Jedynym z postanowień powinno być także dodawanie większej ilości wpisów na bloga, jednak nie jestem pewna czy w ogóle powinnam o tym mówić głośno :P

Choć na ścianie wisi nowy kalendarz, to nadal tkwię jedną nogą w roku 2011. Mam do pokazania kilka rzeczy zakupionych w listopadzie/grudniu i chyba właśnie przyszła na nie pora


1. Maskara Wibo Estreme Lashes - świetny tusz za niewielkie pieniądze (do 10zł)! Nie skleja rzęs, ładnie je pogrubia, a jego używanie nie wymaga od nas długiego, starannego wyczesywania włosków. Dwa ruchy i gotowe!

2. Pędzle Hakuro - H52 jest idealny do rozprowadzania podkładu sypkiego lub w płynie, a H21 bardzo ułatwia nakładanie różu i bronzera.

3. Paleta Sleek Au Naturel - po przeczytaniu tylu pozytywnych recancji spodziewałam się rewelacyjnych cieni, a w kartoniku znalazłam straszny bubel. Kolory są śliczne, ale ich rozcieranie jest męczarnią. Strasznie się osypują i na oku wcale nie są tak intansywne jak na dłoni. Chyba pozostanę przy ulubionych Inglotach...

4. Róże Elf i Sleek - byłam przekonana, że ich odcienie bardziej się od siebie różną, jednak na żywo są prawie identyczne. Prawie robi różnicę - Elf raczej wpada w róż, a Sleek w brzoskwinię. Jeśli chodzi o ich jakość i opakowanie, to nie mogę się do niczego przyczepić - równomiernie się rozprowadzają i bardzo ładnie wyglądają na skórze tworząc efekt tafli wody. Nie ma mowy o tandetnych drobinkach brokatu.

Mam pomysł na wpis z dość niestandardowym podsumowaniem roku 2011, ale jeszcze nie jest skończony, więc proszę o odrobinę cierpliwości :)

20 listopada 2011

Please Don't Turn The Sun Off






Ostatnio nie mam ochoty, a przede wszystkim czasu na bieganie po sklepach, więc na blogu pojawia się mało postów dotyczących najnowszych zdobyczy. Do sh zaglądam nie częściej niż 2 razy w miesiącu, w międzyczasie uzupełniam zapasy kosmetyczne i na tym koniec. Oto rzeczy, które upolowałam na przełomie października i listopada:


Bordowe rękawiczki - no name (prezent). Myślę, że sprawdzą się nawet podczas największych mrozów, gdyż są podszyte milutkim futerkiem i przyjemnie grzeją :)
Nowy Twój Styl i Zwierciadło - TS kupuję z przyzwyczajenia, a ten drugi magazyn nabyłam za względu na wywiad z Kasią Nosowską.
Błyszczyk Rimmel Vinnyl Gloss (260 Hippy Spirit) - to mój drugi błyszczyk z tej serii. Kosztuje niewiele, długo się utrzymuje, nie jest klejący, pięknie sie mieni i wygląda bardzo naturalnie. Szkoda, ze jest taki mały wybór kolorów.
Pianka do mycia twarzy Clean & Clear - używam jej od kilku lat i nie mam zamiaru zamieniać tego kosmetyku na inny produkt do demakijażu. Jest idealna pod każdym względem.
Tonik nagietkowy Ziaja
Masło do ciała Bielenda AWOKADO - jego zapach jest bardzo przyjemny, ale według mnie ma niewiele wspólnego z awokado. To raczej mieszanka bananowo-kokosowo-melonowa. Masło jest mocno perfumowane, co uważam za jego atut, aczkolwiek konsystencja nie ułatwia aplikacji. Produkt jest bardzo gęsty i tępy,  trzeba go długo wmasowywać w skórę. Poza tym nie należy do wydajnych i nawilża ciało na krótko.
Żel pod prysznic Adidas - nie wiem na czym dokładnie polega ta promocja, ale zauważyłam, że do każdych zakupów w Rossmanie dostaje się przy kasie jakiś gratis, którego wartość prawdopodobnie zależy od kwoty jaką wydamy w drogerii.




Czas na ciucholandowe zdobycze z ostatnich 3 miesięcy. Jak zwykle wszystko po niecałe 3zł :)

1. Koszula w kratę - Gina Tricot
2. Długi sweter - H&M
3. Szara bluza - Gina Tricot
4. Szary t-shirt
5. Pasiaki - H&M, Gina Tricot
6. Koszula w pionowe paski - H&M










Wzięłam udział w mikołajkowym losowaniu i chciałabym się wybrać po prezent w tym tygodniu. Część upominku już mam, muszę tylko dokupić pewiem drobiazg i wysłać paczkę. Jestem strasznie ciekawa kto został moim Mikołajiem :)

7 września 2011

Title error

Dialog z moją młodszą siostrą (ma 8 lat):

Asia: Justynka, zobacz jakie mam fajne pudełko! 
Ja; Masz rację, zarąbiste  
Asia: Co? Chyba ZAJEBISTE!

Byłam w lekkim szoku :P

Wrześniowe upały celebrowałam niemalże czterdziestostopniową gorączką i bólem zatok. Świetnie! Do soboty muszę wyzdrowieć, bo w weekend pracuję w Gołuchowie jako tłumacz/hostessa/przynieśwynieśpozamiataj i absolutnie nie mogę być chora, To już mój trzeci wyjazd na targi ogrodnicze, wiem czego mogę się spodziewać, znam większość osób z ekipy, ale to wcale nie oznacza, że mniej się stresuję. Wręcz przeciwnie! Szef tylko podnosi poprzeczkę i ma coraz większe wymagania, o czym już się zdążyłam przekonać w zeszłym roku. Z jednej strony potwornie się boje, ale z drugiej wiem, że będzie śmiesznie :) Jeśłi jesteście ciekawe jak wyglądały poprzednie targi, zapraszam do wpisu z września 2010 (klik)

Nie przyznam się do tego komu kibicowałam we wczorajszym meczu, ale zdradzę Wam moją małą tejemnicę - zawsze trzymam kciuki za lepszą drużynę, Nie jestem całkiem bez serca, więc trochę mi szkoda biało-czerwonych, ponieważ grali  przyzwoicie, jednak nie zamierzam rozpaczać z tego powodu, że mecz zakończył się remisem, choć rzeczywiście z takiego wyniku nie może się cieszyć żadna ze stron.
P.S. Niemcy mają ładny hymn. Uwielbiam patrzeć na ich wykrzywione dzioby, gdy śpiewają:
"Sollen in der Welt behalten, ihren alten schönen Klang," :P

Niedługo będe musiała sobie zrobić przerwę od zakupów w ulubionym sh, więc korzystam póki mogę. Poniżej przedstawiam zdjęcia niektórych rzeczy, które udało mi się upolować podczas wakacji:

1. Chabrowa góra od bikini (nowa z metką) - H&M
2. Różowy t-shirt - H&M
3. Długa koszula - Cubus
4. Szara koszulka - Cubus
5. Czarne tregginsy - Kappahl
6. Łososiowa koszula - Vero Moda
7. Szara Tunika - Lindex

(Oczywiście wszystko tradycyjnie po 2,50zł  ;D)









Mam jeszcze kilka rzeczy do pokazania, ale nie wszystkie zdjęcia są gotowe, więc dodam je w następnym wpisie :)

Na koniec chciałabym Wam polecić wyjątkowo ciekawy, przedstawiony z zupełnie nowej dla mnie perspektywy dokument o ataku na WTC - "
9/11: Dzień, który zmienił świat" (9/11: Day That Changed The World)
Możecie go zobaczyć na przykład
TUTAJ , albo poczekac po poniedziałku i o 22:25 włączyć TVP 1

31 sierpnia 2011

Wesele 27-28.08.2011

Zacznę od krótkiego opisu moich weekendowych outfitów:

 
Dzień 1.

Sukienka, która wybrałam na sobotę była strzałem w 10! Świetnie się w niej czułam, bo wiedziałam, ze dobrze leży, nie gniecie się i nie brudzi. Szkoda tylko, że nie była czerwona, byłaby idealna :) Grafitowa też prezentowała się nieźle, ale uznałam, że taki kolor średnio pasuje na wesele. W ceglasto-morelowej wyglądałam jakbym miała chorobę morską, więc zdecydowałam się na kieckę w odcieniach brązu.
Po szpilki wybrałam się do sklepu VENEZIA i ostatecznie kupiłam taki model, jakiego szukałam od początku - klasyczne, czarne platformy. Nie sądziłam, że odważę się na buty na tak wysokim obcasie (12cm!), jednak muszę przyznać, że są wyjątkowo wygodne.











sukienka - H&M
kopertówka - no name
platformy - Venezia (%)
naszyjnik - Apart (prezent)
kolczyki - Cubus (%)
pierścionek - H%M
zegarek - Tissot (prezent)


Dzień 2.

Na poprawinach obowiązywał mniej oficjalny strój, więc zdecydowałam się na kombinezon, do którego dobrałam bardziej imprezowe dodatki i klasyczną marynarkę. Na początku miałam na sobie czarne platforny, ale potem zmieniłam je na sandały na obcasie.








kombinezon - New Yorker (%)
marynarka - H&M
sandały - H&M (%)
kopertówka - no name
naszyjnik - Cubus (%)
pierścionek - H&M
zegarek - Tissot (prezent)

______________________________________





Właściwie nie wiem co powinnam napisać o sobotnim weselu. Jeśli często bierzecie udział w tego typu uroczystościach, to raczej domyślacie się jak spędziłam miniony weekend. Ciepła wódka, kawałki martwych zwierząt w galarecie, koszmarna muzyka (utwory Feela i tak były jednymi z najmniej drażniących :P), przeczące prawom fizyki konstrukcje na głowach niektórych pań, 102 nieznajome twarze, a wśród nich przepocony, narąbany wujek który średnio co kwadrans próbował mnie wyciągnąć na parkiet... Stanowiłam niewielki odsetek osób, które były na weselu po raz pierwszy i z tego powodu jakoś nie umiałam się odnaleźć w tej biesiadnej rzeczywistości. Do większości "niesamowicie śmiesznych" zabaw były zapraszane pary, dlatego z czystym sumieniem mogłam podziwiać ich wygłupy z rogu sali, w tym między innymi przeciąganie sznurka przez własne majtki. Wszystkie konkursy wygrała świadkowa, co do dziś wydaje mi się bardzo podejrzane. Ciekawe jak długo trenowała łapanie welonu, który w wyniku przejęzyczenia mojego towarzysza wieczoru został nazwany  "żelonem" ("Waneta złapała żelon"), ale to raczej żart sytuacyjny, który nie będzie śmieszny dla żadnego czytelnika tego bloga :) Gdy oślepił mnie błysk flesza pochodzącego z aparatu Kodak na kliszę zaczęłam się zastanawiać, czy to się dzieje naprawdę, czy jedynie skutek uboczny butelki truskawkowego wina, które przyjęłam doustnie w tempie ekspresowym. A jednak rzeczywistość :O! Wszyscy bawili się niepokojąco dobrze, a ja modliłam się, aby jak najszybciej wrócić do domu i zbierać siły na....
Poprawiny! Niedzielne atrakcje przebiły wszystko... Zespół ostatkiem sił grał "Jesteś szalona", wódka stawała się coraz cieplejsza, w dodatku opuściła mnie jedyna bratnia dusza, z którą mogłabym spędzić wieczór. Robiąc dobrą minę do złej gry oddtańczyłam obowiązkowy układ choreograficzny - kaczuszki, dałam się przebrać w kalosze i męskie gacie, a w przerwach "na jednego" kąpałam banany w czekoladowej fontannie. Weekendowe atrakcje doskonale posumował napis na kapslu od napoju Tymbark: "MASAKRA". Ten to ma wyczucie!




Ślub odbył się w kościele tuż pod ruinami zamku w Olsztynie