And the heat goes on...
And the beat goes on...
And the beat goes on...
We Wrocławiu znalazłam się przez przypadek. Zawsze chciałam się tam wybrać, ale do tej pory jakoś nie było ku temu okazji. W tym roku miasto samo się o mnie upomniało, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że właśnie tam powinnam spędzić pierwszy weekend wiosny, więc chyba nie miałam wyboru. Kupiłam bilety, spakowałam różową walizkę i z przyjemnością opuściłam na chwilę szarą, brudną i ponurą Łódź. Szkoda, ze wyjazd był bardzo krótki, jednak prawie każdą minutę spędziłam tak intensywnie, że po powrocie miałam wrażenie, jakby mnie nie było w domu dobry tydzień!

Podróż PolskimBusem zawsze obfituje w niezapomniane przeżycia.Wybrałam miejsca na samym końcu autokaru i liczyłam na to, że najbliższe 4 godziny spędzę w ciszy i spokoju, jednak po chwili fotele przede mną zajęła grupa roześmianych trzydziestolatków. Przez całą drogę ich jedynym sposobem na nudę była głośna rozmowa lub konwersacja połączona z konsumpcją. W ich zestawach podróżnika nie zabrakło cuchnącego popcorny, koreczków z kiełbasą, ogórków kiszonych, kanapek z pastą rybną, śledzi oraz jajek na twardo. Wiele razy miałam ochotę wstać i wrzasnąć ;"Zamknijcie mordy!", ale to by było trochę nieeleganckie :P
Zawiozłam rzeczy do hostelu, odwiedziłam koleżankę, zahaczyłam o Starbunia i z orzechowym frappuccino w dłoni oraz szerokim uśmiechem na twarzy podziwiałam klimatyczne zakątki miasta mostów. Kilka razy zabłądziłam (zorientowałam się, ze coś jest nie tak, gdy po raz trzeci minęłam ten sam kościółek :P), co tylko wyszło mi na dobre, bo przez przypadek odkryłam wiele uroczych zakątków.
Kolorowa starówka podbiła moje serce, a liczne grupy pięknych, wyluzowanych, ciekawie ubranych ludzi sprawiały, że pod koniec spaceru rozbolał mnie kark od ciągłego oglądania się za nimi :)


Kilka tygodni temu prosiłam o pomoc w wyborze noclegu. Polecałyście mi pokój kapsułowy i na taki się zdecydowałam, co było strzałem w 10! Wybrałam Hostel The One, który mieści się przy samym ratuszu. Miła obsługa, czyste, przytulne pokoje, niska cena, idealna lokalizacja - czego chcieć więcej? Wiedziałam, że wrócę z imprezy w środku nocy i nie chciałam nikomu przeszkadzać, a gdybym spała w zwykłej sypialni z piętrowymi łózkami, to z pewnością wszyscy by się natychmiast obudzili. Wolałam tego uniknąć. Kapsuła sprawdziła się idealnie i jeśli w przyszłości będę miała do wyboru taki typ pokoju, to z pewnością wynajmę go ponownie.


Cel wyjazdu - koncert w ramach Przeglądu Piosenki Aktorskiej :) Zdobycie jednej z 60 wejściówek graniczyło z cudem, więc gdy zobaczyłam na stronie Capitolu, iż został tylko jeden bilet nawet się nie zastanawiałam i natychmiast go kupiłam. To było najlepiej zainwestowane 20zł w tym roku!

Doskonale wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym występie. Czekałam na eksplozję rytmów, surowe dźwięki gitary basowej, kojący wokal, dzikie bębny i rytualny taniec bosej szamanki w pióropuszu na scenie. Co prawda owa szamanka dla bezpieczeństwa pląsała w ręcznie malowanych trampkach, a pierzasty diadem celowo zostawiła w garderobie, bo uznała, że tylko przeszkadza jej w tańcu. Ta maleńka osóbka była istnym wulkanem energii. Szkoda, że organizatorzy festiwalu nie zdawali sobie sprawy z jej potencjału i ustawili mnóstwo krzeseł pod samą sceną, które ewidentnie wszystkim przeszkadzały. Gdyby nie te pieprzone taborety więcej osób miałoby szansę zobaczyć występ na żywo, jednak uparty ochroniarz nie wpuszczał nikogo bez biletu.
Liczyłam na porcję dobrej muzyki, ewentualnie autograf i szybkie pamiątkowe zdjęcie, jednak dostałam znacznie więcej i do dziś nie mogę uwierzyć w to, że wszystkie chwile, które pamiętam rzeczywiście miały miejsce, a nie tylko mi się przyśniły. Po koncercie spotkało mnie wiele miłych niespodzianek :) Nie przypuszczałam, że pod koniec imprezy wyląduję w garderobie artystki z nią samą, jej rodzicami, znajomymi i perkusistką, wysłuchując zabawnych historii z czasów młodości jej przesympatycznej mamy :)
To była bardzo intensywna noc. Za dwa miesiące powtórka!


