Od dobrych 2 tygodni na stronie głównej mojego bloga dominuje uniesiona brew, także chyba czas najwyższy coś z tym zrobić. Nie piszę, bo nie mam kiedy, a jak już uda mi się wygospodarować pół milisekundy wolnego czasu, to wolę przez moment pogapić się w sufit, gdyż kolejna szansa na chwilę odpoczynku może się szybko nie powtórzyć.
O obecnej sytuacji w pracy wolę się nie wypowiadać, bo z dnia na dzień coraz więcej rzeczy mnie zaskakuje, niekoniecznie pozytywnie. Szefowa bez przerwy szuka pretekstu do kolejnej awantury, na siłę znajduje błedy, za które może ochrzanić pracowników. Jej oszczędność, a raczej skąpstwo staje się niebywale męczące i irytujące. Ta jędza niedługo będzie nam potrącać z pensji za wodę na herbatę i pewnie zacznie pobierać opłatę za korzystanie z toalety. Za kilka dni przenosimy się do nowiutkiego biura po drugiej stronie ulicy, co na początku bardzo mnie ucieszyło, jednak moja radość nie trwała długo. To nowy, lecz niewykończony budynek, w którym jeszcze nie ma toalety i jadalni (musimy na nie poczekać 2-3 tygodnie). Z racji tego, iż mieszkam niedaleko, nie wiem czy nie będzie mi się opłacało wracać na przerwę do domu :P To jest chore!
Jeszcze tylko 3-4 miesiące i moja kariera w firmie na 10 literę alfabetu dobiegnie końca. Nie mogę się doczekać!
Moja "ulubiona" koleżanka z pracy jest tak samo wredna i przebiegła jak do tej pory, w dodatku bez przerwy zadręcza wszystkich swoimi wyimaginowanymi problemami. Jednego dnia żali się, że jest strasznie zadłużona, nie ma pieniędzy na czynsz i przedszkole synka, domaga się współczucia i zainteresowana z naszej strony, próbuje wyłudzić jakąś pożyczkę, a chwilę póżniej chwali się najnowszymi zakupami i dopytuje się gdzie w naszym mieście można się poddać zabiegowi zagęszczania rzęs, który jak wiadomo do najtańszych nie należy. Jej sprawa... Na każdym kroku stara się utrudnić pracę innym, między innym rozkładając swoje rzeczy w przejściu, co argumentuje tym, że tak się przyzwyczaiła i nie ma zamiaru tego zmieniac, a jak komuś coś nie pasuje, to może sobie przeskakiwać nad jej krzesłem kilka razy na godzinę kursując na trasie faks-drukarka. Cieszę się, ze ostatnio widuję tę koleżankę dwa razy rzadziej, bo zbyt częstego kontaktu z N. bym nie wytrzymała.
Długi weekend zaczął się niebyt przyjemnie, ale dzięki Bogu później wszystko wróciło do normy. Szefowa nie pozwoliła nikomu wziąć wolnego w piątek, jednak później o tym zapomniała, wyjechała na urlop i nie przekazała nikomu kluczy do firmy. wszyscy zjawili się rano w pracy i pocałowali klamkę. Po wykonaniu kilku telefonów okazało się, że musimy wrócić do domu, bo przecież wszystko było pozamykane. Zmarnowałam całe przedpołudnie zamiast się wyspać i odpocząć...
Na sobotę zaplanowałam kino, jednak spóźniłam się z zakupem biletów i wieczorem wylądowałam ze znajomymi w rybackiej knajpie. Pstrąg królewski z owczym serem okazał się strzałem w dziesiątkę. Później było duuuużo wina, a reszty nie pamiętam :P
Niedawno kupiłam czarny płaszcz w Carry. Wiem, że co druga dziewczyna taki ma, jednak kompletnie mi to nie przeszkadza.
W sh dorwałam gruby, karmelowy sweter z łatami na łokciach, który będzie idealny na długie, zimowe wieczory. Mam jeszcze kilka ciucholandowych zdobyczy, jednak pokaże je w następnym wpisie.
Wczoraj obejrzałam "Bad Teacher" i szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś lepszego. Znajdzie się kilka śmiesznych scen, jednak fabuła mnie nie zaskoczyła. W skali od 1 do 5 przyznałabym tej komedii 3 punkty.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
5 października 2011
Zakupy i kolejny głupi pomysł szefowej
Wypłatę zawsze dostaję pierwszego dnia miesiąca, ale ponieważ 1.10 wypadał w sobotę spodziewałam się, że tym razem otrzymam ją od razu po weekendzie. Po skończonej pracy szefowa powiedziała, że nie zrobi przelewu, bo "nie lubi wydawać kasy w poniedziałki" i mamy sie później upomnieć o swoje. Dzięki Bogu dostaliśmy pieniądze następnego dnia (czyli we wtorek), ale to nie zmienia faktu, iż moja szefowa jest przebiegłą małpą. Dziś znowu urządziła jakiś cyrk, bo poprosiłyśmy o zakup kilku podstawowych arykułów biurowych (dwie pary nożyczek, zszywacze, podkładka pod myszkę), a w odpowiedzi usłyszałyśmy, że jak chcemy, to możemy sobie przynieść swoje. Pewnie niedługo będę musiała przychodzić do pracy z własnym krzesłem i ołówkiem...
W sobotę wybrałam się na poszukiwania prezentu urodzinowego dla znajomej i przy okazj znalazłam kila rzeczy dla siebie. W I am kupiłam ciepłą czapkę, która byłaby idealna na jesień gydby nie to, że termometr od kilku dni pokazuje ponad 20*C :) W New Look dorwałam przecenione legginsy, a dzięki promocji w NANU NANA udało mi się uplować całkiem fajną torbę za grosze. Wiem, że wszyscy takie mają, ale nie przeszkadza mi to. Cały czas na zmianę noszę 3 torebki, które już całkiem mi zbrzydły, więc nowa jak najbardziej się przyda. Zobaczyłam, że jest przeceniona na ok 55zł, więc pobieglam z nią do kasy, a po chwili okazało się, że kosztuje jeszcze mniej, bo tylko 39zł. Jaka miła niespodzianka :) Na koniec zajrzałam do Inglota po dwa wcześniej upatrzone wkłady do kasetki, a w The Body Shop nabyłam kremowy rozświetlacz, o którym myślałam od dawna. Ma konsystencję lekkiej emulsji, łatwo sie rozprowadza i rzeczywiście pięknie wygląda na skórze, Nie zawiera żadnych drobinek, dzięki czemu uzyskujemy bardzo naturalny efekt tafli wody. Cudo!
\
Obecnie skupiam się na poszukiwaniach rzeczy na jesień i zimę. Mam na myśli przede wszystkim nowe buty oraz kurtkę. Sznurowane borki chyba kupię w New Look, a po puchowy płaszcz z chęcią pojachałabym do Zary, jednak niestety kosztuje tyle, że aby go mieć chyba musiałabym zaciągnąc spory kredyt :P
W sobotę wybrałam się na poszukiwania prezentu urodzinowego dla znajomej i przy okazj znalazłam kila rzeczy dla siebie. W I am kupiłam ciepłą czapkę, która byłaby idealna na jesień gydby nie to, że termometr od kilku dni pokazuje ponad 20*C :) W New Look dorwałam przecenione legginsy, a dzięki promocji w NANU NANA udało mi się uplować całkiem fajną torbę za grosze. Wiem, że wszyscy takie mają, ale nie przeszkadza mi to. Cały czas na zmianę noszę 3 torebki, które już całkiem mi zbrzydły, więc nowa jak najbardziej się przyda. Zobaczyłam, że jest przeceniona na ok 55zł, więc pobieglam z nią do kasy, a po chwili okazało się, że kosztuje jeszcze mniej, bo tylko 39zł. Jaka miła niespodzianka :) Na koniec zajrzałam do Inglota po dwa wcześniej upatrzone wkłady do kasetki, a w The Body Shop nabyłam kremowy rozświetlacz, o którym myślałam od dawna. Ma konsystencję lekkiej emulsji, łatwo sie rozprowadza i rzeczywiście pięknie wygląda na skórze, Nie zawiera żadnych drobinek, dzięki czemu uzyskujemy bardzo naturalny efekt tafli wody. Cudo!
\
Obecnie skupiam się na poszukiwaniach rzeczy na jesień i zimę. Mam na myśli przede wszystkim nowe buty oraz kurtkę. Sznurowane borki chyba kupię w New Look, a po puchowy płaszcz z chęcią pojachałabym do Zary, jednak niestety kosztuje tyle, że aby go mieć chyba musiałabym zaciągnąc spory kredyt :P
27 września 2011
Orientalne specjały, polsko-ukraiński folklor i zwierzątka
Siedzę ze znajomą w kawiarni: Przeglądamy karty i zastanawiamy się co tym razem zamówić.
Ona: Marta mi mówiła, że tutaj mają piwa orientalne.
Ja: Gdzie? Nie widzę...
Ona: Tutaj, patrz.
Ja: Łomża, Tyskie, Harnaś, Żywiec, Ciechan... Czy to są orientalne piwa?
Ona: A nie???
Ja: Chyba regionalne!
Ona: Czepiasz się.
Ja: Gdzie? Nie widzę...
Ona: Tutaj, patrz.
Ja: Łomża, Tyskie, Harnaś, Żywiec, Ciechan... Czy to są orientalne piwa?
Ona: A nie???
Ja: Chyba regionalne!
Ona: Czepiasz się.
___________________________________
W pracy zaczął się remont, więc dostaliśmy kilka dni wolnego, prawdopodobnie do końca tygodnia. Od wczoraj siedzę w domu i już zaczynam wariować. Szczerze nienawidzę swojej pracy, a jednak coś mnie do niej ciągnie i sama tego nie potrafię zrozumieć :)
Nie udało mi się wywalczyć podwyżki, na co akurat byłam doskonale przygotowana, jednak wcale mnie to nie pociesza. Szefowa obcinając nam pensję zaoszczędziła sporo kasy na czterodniowe wakacje na Krecie. W związku z tym, że przepadł im sobotni lot trzeba było natychmiast poszukać prywatnego samolotu dla trzech osób. Za cenę dziesięciu dwutygodniowych egzotycznych wycieczek spędzili cztery noce w luksusowym kurorcie na jednej z greckich wysp. Gratuluję :P
Nie mogę uwierzyć w to, że nie jeden lipcowy wieczór spędziłam pod grubym kocem, jesienna kurtka bywała kluczowym elementem mojego letniego outfitu, a dziś, w jeden z ostatnich dni września wylegiwałam się na świeżo skoszonej trawie w samym bikini pozwalając cieplutkim promykom łaskotać całe ciało. Podobno zima będzie krótka i mroźna. Właśnie tego bym sobie życzyła!
Praktycznie całą słoneczną niedzielę spędziłam na świeżym powietrzu. Rano zlitowałam się nad siostrą i zabrałam ją do zoo, a po południu umówiłam się ze znajomymi. Załapaliśmy się nawet na koncert zespołu ENEJ, który w miniony weekend zawitał do Pabianic :) Wakacyjny hit "Radio hello", którym katują nas wszystkie stacje radiowe zdecydowanie zdążył mi się znudzić, jednak spodobał mi sie na nowo gdy usłyszałam go na żywo, podobnie jak wyjątkowo pozytywny kawałek "Nocą". Stojąc przy samych barierkach przez dobrą godzinę nie mogłam oderwać wzroku od boskiego puzonisty :D
19 września 2011
Zło powraca?
Nie jestem złośliwa i nikomu źle nie życzę, ale co ja na to poradzę, że czasami moje nieczyste myśli mają moc sprawczą... :P W sobotę szefowa miała lecieć z rodziną na Kretę, ale celnicy nie wpuścili ich na pokład samolotu, bo okazało się, że najmłodsza córka miała nieważny paszport. Rok temu również byli z nią na urlopie w połowie września i nawet nie pomyśleli o tym, żeby sprawdzić dokumenty przed wyjazdem. Troszkę im współczuję, ale tylko troszkę :P Jakaś kara musi być, sesesese (klik) ! Podobno przełożyli wyjazd na jutro.
Dawno nie wklejałam fotek zakupów, więc korzystając z okazji pokażę kilka nowości. Z góry przepraszam za słabą jakość zdjęć...
1. Tunika - Only
2. Bluzka z organicznej bawełny - Gina Tricot
3. T-shirty - Gina Tricot, Bershka
4. Kolorowe topy i szare legginsy - H&M
5. Tunika dla Aśki - no name
6. Spódnica z wysokim stanem - no name
7. Czarne rurki i jeansowa spódniczka - H&M; szorty - no name
8. Różowa tunika z guzikami na plecach - Gina Tricot
9. Koronkowa bluzka - Gina Tricot.
Wszystkie rzeczy pochodzą z mojego ulubionego ciucholandu "wszystko po 2,50zł", do innych nawet nie zaglądam :)
Dawno nie wklejałam fotek zakupów, więc korzystając z okazji pokażę kilka nowości. Z góry przepraszam za słabą jakość zdjęć...
1. Tunika - Only
2. Bluzka z organicznej bawełny - Gina Tricot
3. T-shirty - Gina Tricot, Bershka
4. Kolorowe topy i szare legginsy - H&M
5. Tunika dla Aśki - no name
6. Spódnica z wysokim stanem - no name
7. Czarne rurki i jeansowa spódniczka - H&M; szorty - no name
8. Różowa tunika z guzikami na plecach - Gina Tricot
9. Koronkowa bluzka - Gina Tricot.
Wszystkie rzeczy pochodzą z mojego ulubionego ciucholandu "wszystko po 2,50zł", do innych nawet nie zaglądam :)
16 września 2011
Colmo de la desfachatez - szczyt bezczelności
Dlaczego tak długo mnie nie było?
Ostatni tydzień zleciał niezwykle szybko. Weekend spędziłam w na targach, a od poniedziałku próbowałam się na nowo przyzwyczaić do starej pracy. Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale nie spoedziewałam się tak beznadziejnej sytuacji. Nie chcę pisać za dużo i zdradzać wszystkich szczegółów, ale problem polega na tym, że szefowa proponuje nam dwa razy mniejszą stawkę niż do tej pory za o wiele bardziej skomplikowaną pracę. Co prawda to tylko okres przejściowy, który potrwa 2-3 tygodnie, jednak wcale mnie to nie pociesza, gdyż spędzę w firmie tyle samo czasu, wrócę do domu wykończona, a nie zarobię nawet na waciki... Nikomu nie podoba się taki układ, ale nikt tez się nie odezwie i nie poprosi o podwyżkę. Każdy woli siedzieć cicho, zacisnąć zeby i przetrwać te kilkanaście dni. Każdy się boi lub wstydzi odezwać, wszyscy myślą, że tak nie wypada, natomiast dla mnie sytuacja jest jasna - moje wynagrodzenie nie jest proporcjonalne do mojego wkładu pracy. Szefowa zgodziła się przemyśleć ten problem, czekałam dzień, dwa, trzy, aż w końcu zapytałam co postanowiła. Roześmiała mi się w twarz i powiedziała: "Nic nie postanowiłam. Albo wiem, postanowiłam, że nie dostaniecie więcej, hahaha! Jeśli tak bardzo chcecie podwyżki to ok, zapłacę więcej, ale w przyszłym miesiącu odejmę wam taką kwotę z pensji, może być?" Co za bezczelna małpa!
Może by zmądrzała, gdyby nagle straciła wszystkich pracowników. Wiemy, że nie ma nikogo na nasze miejsce i nikt początkujący nie zatrudni się u niej za takie pieniądze jakie obecnie proponuje. Z jednej strony mam ochotę rzucić to średnio rozwijające zajęcie w cholerę i poszukać czegoś lepszego, ale prawda jest taka, że obecne miejsce pracy bardzo mi odpowiada (nie trace pieniędzy i czasu na dojazdy, pensja jest niezła). Nie chodzę tam dla przyjemności, ale z czystego lenistwa. Jest szansa na poprawę, a raczej na powrót do starego systemu, jednak zanim to nastąpi muszę jakoś wytrzymać do końca września. Jestem na siebie wściekła, że od razu zgodziłam się na tak nieludzkie warunki, bo teraz mogę się do nich dostosować, albo po prostu zrezygnować. Nie mam innej pracy na oku, więc nie chcę sama ryzykować ale z drugiej strony wiem, że szefowa nie ma nikogo na moje miejsce. Gdyby wszyscy pracownicy zaprotestowali, to może dałoby się coś wynegocjować, a tak? Sama jestem bezsilna :( Ten problem męczy mnie od kilku dni, nie moge spać w nocy, cały czas chodzę rozdrażniona i zdołowana, nie mam apetytu, ryczeć mi się chce jak sobie o tym pomyślę... Dobrze, że szefowa wyjeżdża na urlop, przynajmniej nie będę musiała oglądać jej pokrzywionej gęby i białych, koronkowych kozaków przez cały tydzień. Mam nadzieję, ze będzie miała brzydką pogodę i poparzą ją meduzy :P
Targi w Gołuchowie jak zwykle były męczące i stresujące, jednak nie zabrakło typowych dla tego typu imprez atracji. Wraz z resztą obsługi mieliśmy niezły ubaw z klientów-zbieraczy, których z daleka można było wyłowić z tłumu dzięki ich charakterystycznym atrybutom w postaci miliarda firmowych reklamówek wypchanych darmowymi gadżetami. Pewna pani trzy raz odwiedziła nasze stoisko tylko po to, aby nazbierać darmowych śliwek, cukierków, długopisów, płóciennych toreb i wsunąć do kieszeni garść saszetek z cukrem. Jakiś pan cztery razy zaglądał na obiad (był zamówiony catering dla gości i pracowników naszego stoiska) i zawsze nakładał sobie sporą porcję jedzenia, po czym rozglądał się czy nikt nie patrzy i sprytnie wsuwał zawartość półmiska do swojej reklamówki. Ludzie nie mają wstydu...
Kilka fotek z targów:
Subskrybuj:
Posty (Atom)





