Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siłownia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siłownia. Pokaż wszystkie posty

16 października 2011

Pieczona dynia z kurczakiem



Pewnie się powtarzam, ale uwierzcie mi, że jestem beznadzieją kucharką. Dzięki Bogu od czasu do czasu uda mi się przygotować coś dobrego. Skuszona prostotą tego przepisu (klik) postanowiłam go wypróbować i ku mojemu zaskoczeniu danie wyszło pyszne :) To świetny pomysł na posiłek dla osób na diecie, ponieważ do jego przygotowania wystarczy dosłownie łyżka oliwy (albo nawet mniej!), a także dla pracoholików, którzy nie mają czasu na spędzania całego popołudnia w kuchni. To danie robi się samo, wystarczy mu poświęcić dosłownie10 minut.  Delikatnie zmodyfikowałam przepis z filmiku i do kurczaka dodałam słodką paprykę oraz mieszankę przypraw do drobiu Kamis. Dynię piekłam w naczyniu żaroodpornym, a pierś w folii aluminiowej. Tak podana dynia stanowi świetny substytut tłustych frytek lub ziemniaków. Po wyjęciu z pieca jest słodka, miękka i wilgotna (jej struktura nawiązuje do bardzo dojrzałej nektarynki), a w smaku przypomina pieczone ziemniaki.


_____________________________


Cieszę się, że klub fitness w mojej miejscowości w ogóle powstał, a z tego, ze wstęp jest za free jestem zadowolona jeszcze bardziej, jednak takie rozwiązanie niestety ma pewne minusy. Jeśli za coś płacę, to dostosowuję się do zasad i mam prawo mieć pewne wymagania, zastrzeżenia, natomiast gdy dostaję coś za darmo, to właściwie powinnam się cieszyć z tego co mam i nie marudzić.
Jak już wcześniej napisałam, na siłowni brakuje kompetentnej osoby, która służyłaby pomocą dotyczącą obsługi sprzętu i doradziła jak powinien wyglądać trening. Nie liczę pani, która rozdaje kluczyki do szafek i pilnuje jedynie, aby każdy uczestnik wpisał się na listę. Sprzętu do ćwiczeń jest mało, więc aby trening przebiegał sprawnie należy mieć wzgląd na innych i nie zajmować jednej maszyny zbyt długo. Regulamin wisi na ścianie, ale kto o czyta... Niektórzy nienormalni rodzice zabierają ze sobą swoje pociechy i pozwalają im na wszystko. Ostatnio jakiś porąbany tatuś przyprowadził dwóch synów (6-9lat) i cały szczęśliwy obserwował, jak bachory szaleją na bieżni i orbitreku. Po pierwsze, taki sprzęt nie jest przeznaczony dla małych dzieci (dla nich są inne atrakcje piętro wyżej), po drugie facet mógł ich przynajmniej zabrać na męską salę, a nie kazać nam długo czekać na swoją kolej. Efekt tej sytuacji był taki, że bachory rozwaliły dwie maszyny, po czym tatuś natychmiast zmył się z klubu. Tak to jest, jak nikt nikogo nie pilnuje...