Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

14 lutego 2012

Walniętynki

Czasami zastanawiam się ile by musiało być na minusie, żeby zniechęcić stałe bywalczynie mojego ulubionego SH do cotygodniowych łowów. Otóż nie ma takiej opcji, żeby złe warunki atmosferyczne przeszkodziły komukolwiek w polowaniu, no way! Coś o tym wiem, w końcu wolne poniedziałkowe przedpołudnie mogłam spędzić jako burrito we własnym łóżku, jednak wyskoczyłam spod ciepłej kołdry i zarzuciwszy na siebie kilka swetrów wcześnie rano pobiegłam do ciucha. Przyznam, że tym razem warto było się poświęcić, gdyż łowy były wyjątkowo owocne i niezwykle przyjazne dla portfela.


Krótka marynarka z rękawami 34- Gina Tricot (z metką)
Szara kurtka - H&M



Zakochałam się w tej koszuli i już mam na nią kilka pomysłów. Przód ma nieco krótszy, bardzo lubię taki fason. Niedawno widziałam bardzo podobną koszulę w H&M (klik)
Szyfonowa bluzka - H&M. W rzeczywistości jest szmaragdowa.


Legginsy ze "skórzanymi" wstawkami - Reserved, 29zł (z wyprzedaży)


Długi sweter - Bik Bok
Top z różyczkami - Fishbone.

To nie pierwsze Walentynki, które spędzam jako singielka. Nie jest mi strasznie przykro z tego powodu, jednak szczerze mówiąc za rok wolałabym mieć z kim świętować ten wyjątkowy dzień. Dwa lata temu liczyłam na wspaniały wieczór w towarzystwie kogoś bliskiego, lecz mocno się rozczarowałam i teraz myślę, że wolę posiedzieć z kumpelą przy winie zamiast naiwnie wierzyć w to, ze facet stanie na wysokości zadania.

Wybierałam się na "Big Love", jednak po przeczytaniu wielu niepochelbnych komentarzy na temat tego filmu jakoś straciłam ochotę na wypad do kina. Poza tym odkryłam, że ktoś z produkcji dopuścił się poważnego wykroczenia  i użył nielicencjonowanego nagrania audio, także chyba nie mam ochoty oglądać tego "dzieła"...


Winko już się chłodzi, a póki co rozgrzewam się dużą kawą z pianką. W zeszłym miesiącu kupiłam   taki spieniacz i używam go bez przerwy. Uwielbiam kawę pokrytą puszystą chmurką mleka :)

P.S. Muszę się pochwalić, że właśnie wygrałam zestaw słodyczy w radiowym konkursie Czwórki :) Haha, czyli jednak ten dzień nie jest taki tragiczny :)




25 stycznia 2012

Zakupy (listopad, grudzień, styczeń)


W tym roku nie zaszalałam podczas wyprzedaży, bo nawet nie miałam takiego zamiaru. W końcu dojrzałam do tego, że mniej znaczy więcej, a jeśli szafa się nie domyka, to nie należy jej od razu wymieniać na większą, ale zwyczajnie ograniczyć ilość niepotrzebnych łachów, jakie do niej trafiają. Nastawiłam się na zakup dwóch rzeczy i prawie udało mi się trzymać tej krótkiej listy. Priorytetem były dla mnie  kozaki i gruby sweter (misja zakończona sukcesem!). Przy okazji w moje łapki trafiło kilka niedrogich drobiazgów. To wszystkie zakupy z ostatnich 3 miesięcy. Same zobaczcie:

(powiększcie sobie zdjęcia, są wtedy bardziej czytelne. Niestety wszystkie robiłam telefonem, bo zgubiłam wtyczkę do aparatu...)




1. Venezia, 299zł (%)

Właściwie posiadają 99% cech idealnych kozaków: są czarne, skórzane, dopasowane, ciepłe, klasyczne i wysokie. Nie wiem czy to widać, ale mają asymetrycznie wyprofilowane cholewki (są szersze po bokach). Przecenione na 299zł.



2. Reserved, 29zł (%)
Wyjściowe kapcie ;)



3. ZARA, 79zł (%)
Jedyny ładny sweter, jaki udało mi się znaleźć w tym sklepie :/. Długi, ciepły, klasyczny...



4. H&M
Dwa swetry, które nabyłam za śmieszne pieniądze korzystając z bonów dołączonych do Avanti (prezent).





5. H&M, 79zł
Jeansy z H&M zawsze dobrze na mnie leżą, więc skusiłam się na tę parę. Kupiłam też spodnie od dresu, ale nie pamiętam ile kosztowały.



6. SH. od 1zł do 2,70zł
Od listopada może ze dwa razy byłam w ulubionym ciucholandzie. W zeszłym tygodniu wyszłam z: koszulą w kratę Gina Tricot, legginsami Vero Moda, bluzą H&M, apaszką w kropki, malinową chustą i Maleństwem, które pilnuje moich kluczy :)

15 listopada 2011

Vuelvo

Od dobrych 2 tygodni na stronie głównej mojego bloga dominuje uniesiona brew, także chyba czas najwyższy coś z tym zrobić. Nie piszę, bo nie mam kiedy, a jak już uda mi się wygospodarować pół milisekundy wolnego czasu, to wolę przez moment pogapić się w sufit, gdyż kolejna szansa na chwilę odpoczynku może się szybko nie powtórzyć.

O obecnej sytuacji w pracy wolę się nie wypowiadać, bo z dnia na dzień coraz więcej rzeczy mnie zaskakuje, niekoniecznie pozytywnie.  Szefowa bez przerwy szuka pretekstu do kolejnej awantury, na siłę znajduje błedy, za które może ochrzanić pracowników. Jej oszczędność, a raczej skąpstwo staje się niebywale męczące i irytujące. Ta jędza niedługo będzie  nam potrącać z pensji za wodę na herbatę i pewnie zacznie pobierać opłatę za korzystanie z toalety. Za kilka dni przenosimy się do nowiutkiego biura po drugiej stronie ulicy, co na początku bardzo mnie ucieszyło, jednak moja radość nie trwała długo. To nowy, lecz niewykończony budynek, w którym jeszcze nie ma toalety i jadalni (musimy na nie poczekać 2-3 tygodnie). Z racji tego, iż mieszkam niedaleko, nie wiem czy nie będzie mi się  opłacało wracać na przerwę do domu :P To jest chore!
Jeszcze tylko 3-4 miesiące i moja kariera w firmie na 10 literę alfabetu dobiegnie końca. Nie mogę się doczekać!

Moja "ulubiona" koleżanka z pracy jest tak samo wredna i przebiegła jak do tej pory, w dodatku bez przerwy zadręcza wszystkich swoimi wyimaginowanymi problemami. Jednego dnia żali się, że jest strasznie zadłużona, nie ma pieniędzy na czynsz i przedszkole synka, domaga się współczucia i zainteresowana z naszej strony, próbuje wyłudzić jakąś pożyczkę, a chwilę póżniej chwali się najnowszymi zakupami i dopytuje się gdzie w naszym mieście można się poddać zabiegowi zagęszczania rzęs, który jak wiadomo do najtańszych nie należy. Jej sprawa... Na każdym kroku stara się utrudnić pracę innym, między innym rozkładając swoje rzeczy w przejściu, co argumentuje tym, że tak się przyzwyczaiła i nie ma zamiaru tego zmieniac, a jak komuś coś nie pasuje, to może sobie przeskakiwać nad jej krzesłem kilka razy na godzinę kursując na trasie faks-drukarka. Cieszę się, ze ostatnio widuję tę koleżankę dwa razy rzadziej, bo zbyt częstego kontaktu z N. bym nie wytrzymała.

Długi weekend zaczął się niebyt przyjemnie, ale dzięki Bogu później wszystko wróciło do normy. Szefowa nie pozwoliła nikomu wziąć wolnego w piątek, jednak później o tym zapomniała, wyjechała na urlop i nie przekazała nikomu kluczy do firmy. wszyscy zjawili się rano w pracy i pocałowali klamkę. Po wykonaniu kilku telefonów okazało się, że musimy wrócić do domu, bo przecież wszystko było pozamykane. Zmarnowałam całe przedpołudnie zamiast się wyspać i odpocząć...

Na sobotę zaplanowałam kino, jednak spóźniłam się z zakupem biletów i wieczorem wylądowałam ze znajomymi w rybackiej knajpie. Pstrąg królewski z owczym serem okazał się strzałem w dziesiątkę. Później było duuuużo wina, a reszty nie pamiętam :P


Niedawno kupiłam czarny płaszcz w Carry. Wiem, że co druga dziewczyna taki ma, jednak kompletnie mi to nie przeszkadza.


W sh dorwałam gruby, karmelowy sweter z łatami na łokciach, który będzie idealny na długie, zimowe wieczory. Mam jeszcze kilka ciucholandowych zdobyczy, jednak pokaże je w następnym wpisie.


Wczoraj obejrzałam "Bad Teacher" i szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś lepszego. Znajdzie się kilka śmiesznych scen, jednak fabuła mnie nie zaskoczyła. W skali od 1 do 5 przyznałabym tej komedii 3 punkty.

11 października 2011

Perfect jeans, perfect shoes oraz kiełkujący pomysł



1. Buty: CCC (Jennifer), 119,99zł

W tym roku szukanie butów na jesień odbyło się wyjątkowo sprawnie i bezboleśnie. Planowałam zakup sznurowanych botków z New Look, ale pewnego dnia wstąpiłam do CCC i znalazłam model, który spodobał mi się bardziej. Jeszcze niedawno z pewnością powiedziałabym, że te buty są koszmarne, jednak teraz są dla mnie piękne w swojej brzydocie i kojarzą mi się z Pippi Langstrumpf, Wam też? :) Miałam je kilka razy na sobie  i muszę przyznać, ze są niezwykle ciepłe i wygodne, także póki co jestem z nich zadowolona.

2. Rurki: Gina Tricot perfect jeans (sh), 10zł

W szafie zawsze znajdzie się miejsce na kolejną parę jeansów, dlatego zdecydowałam się na rurki Gina Tricot. Właśnie taki krój lubię najbardziej, czyli granatowe skinny z podwyższoną talią. Spodnie leżą idealnie, a niska cena była tylko ich dodatkową zaletą


3. Kamizelka: H&M Divided (sh), 10zł

Przez własną głupotę zgubiłam moją czarną kamizelkę z KappAhl i długo szukałam  podobnej. Znalazłam ją dopiero teraz, oczywiście w sh.


4. Koszula: Vero Moda (sh), 3zł

5. Koszula: sh,4zł



6. Szorty w kolorze piaskowym i bandażowa mini:  H&M (sh), 2,50zł

Pewnie nie zwróciłabym uwagi na kiełki soi w sklepie gdyby nie to, że akurat była na nie promocja, także jeden słoik natychmiast wylądował w moim koszyku. Już wiem, że te niepozorne maleństwa nie raz zagoszczą w mojej lodówce. Lubię ziarna soi w pieczywie (polecam bułki fitness z Lidla), ale nigdy ich nie jadłam na ciepło. Dodałam je do jaśminowego ryżu z kurczakiem, warzywami, ziołami, sosem sojowym i odrobiną miodu, a efekt końcowy bardzo mnie zadowolił. Kiełki po podgrzaniu stają się lekko chrupiące i przypominają w smaku orzechy nerkowca. Wiem, ze danie nie prezentuje się zbyt ciekawie na zdjęciu, ale wygląd nie ma większego znaczenia w tym przypadku :)


P.S. Jakimi ziołami doprawiacie podobne dania?

5 października 2011

Zakupy i kolejny głupi pomysł szefowej

Wypłatę zawsze dostaję pierwszego dnia miesiąca, ale ponieważ 1.10 wypadał w sobotę spodziewałam się, że tym razem otrzymam ją od razu po weekendzie. Po skończonej pracy szefowa powiedziała, że nie zrobi przelewu, bo "nie lubi wydawać kasy w poniedziałki" i mamy sie później upomnieć o swoje. Dzięki Bogu dostaliśmy pieniądze następnego dnia (czyli we wtorek), ale to nie zmienia faktu, iż moja szefowa jest przebiegłą małpą. Dziś znowu urządziła jakiś cyrk, bo poprosiłyśmy o zakup kilku podstawowych arykułów biurowych (dwie pary nożyczek, zszywacze, podkładka pod myszkę), a w odpowiedzi usłyszałyśmy, że jak chcemy, to możemy sobie przynieść swoje. Pewnie niedługo będę musiała przychodzić do pracy z własnym krzesłem i ołówkiem...






W sobotę wybrałam się na poszukiwania prezentu urodzinowego dla znajomej i przy okazj znalazłam kila rzeczy dla siebie. W I am kupiłam ciepłą czapkę, która byłaby idealna na jesień gydby nie to, że termometr od kilku dni pokazuje ponad 20*C :) W New Look dorwałam przecenione legginsy, a dzięki promocji w NANU NANA udało mi się uplować całkiem fajną torbę za grosze. Wiem, że wszyscy takie mają, ale nie przeszkadza mi to. Cały czas na zmianę noszę 3 torebki, które już całkiem mi zbrzydły, więc nowa jak najbardziej się przyda. Zobaczyłam, że jest przeceniona na ok 55zł, więc pobieglam z nią do kasy, a po chwili okazało się, że kosztuje jeszcze mniej, bo tylko 39zł. Jaka miła niespodzianka :) Na koniec zajrzałam do Inglota po dwa wcześniej upatrzone wkłady do kasetki, a w The Body Shop nabyłam kremowy rozświetlacz, o którym myślałam od dawna. Ma konsystencję lekkiej emulsji, łatwo sie rozprowadza i rzeczywiście pięknie wygląda na skórze, Nie zawiera żadnych drobinek, dzięki czemu uzyskujemy bardzo naturalny efekt tafli wody. Cudo!





\





Obecnie skupiam się na poszukiwaniach rzeczy na jesień i zimę. Mam na myśli przede wszystkim nowe buty oraz kurtkę. Sznurowane borki chyba kupię w New Look, a po puchowy płaszcz z chęcią pojachałabym do Zary, jednak niestety kosztuje tyle, że aby go mieć chyba musiałabym zaciągnąc spory kredyt :P

19 września 2011

Zło powraca?

Nie jestem złośliwa i nikomu źle nie życzę, ale co ja na to poradzę, że czasami moje nieczyste myśli mają moc sprawczą... :P W sobotę szefowa miała lecieć z rodziną na Kretę, ale celnicy nie wpuścili ich na pokład samolotu, bo okazało się, że najmłodsza córka miała nieważny paszport. Rok temu również byli z nią na urlopie w połowie września i nawet nie pomyśleli o tym, żeby sprawdzić dokumenty przed wyjazdem. Troszkę im współczuję, ale tylko troszkę :P Jakaś kara musi być, sesesese (klik) ! Podobno przełożyli wyjazd na jutro.



Dawno nie wklejałam fotek zakupów, więc korzystając z okazji pokażę kilka nowości. Z góry przepraszam za słabą jakość zdjęć...

1. Tunika - Only
2. Bluzka z organicznej bawełny - Gina Tricot
3. T-shirty - Gina Tricot, Bershka
4. Kolorowe topy i szare legginsy - H&M
5. Tunika dla Aśki - no name
6. Spódnica z wysokim stanem - no name
7. Czarne rurki i jeansowa spódniczka - H&M; szorty - no name
8. Różowa tunika z guzikami na plecach - Gina Tricot
9. Koronkowa bluzka - Gina Tricot.

Wszystkie rzeczy pochodzą z mojego ulubionego ciucholandu "wszystko po 2,50zł", do innych nawet nie zaglądam :)








7 sierpnia 2011

Shake it



Korzystając z pięknej pogody, czwartkowe przedpołudnie spędziłam w ogrodzie. Świeżo skoszona trawa, koc, bikini i dobra książka - tego mi było trzeba! Aby maksymalnie uprzyjemnić sobie relaks na świeżym powietrzu sięgnęłam do lodówki po moje najnowsze kulinarne odkrycie - shake bananowo-kokosowy.

 

Składniki:
- jeden dojrzały banan (obieremy go, kroimy na małe kawałki i wkładamy na ok 1,5 godziny do zamrażalnika)
- 200ml zimnego kefiru
- otręby owsiane (łyżka)
- wiórki kokosowe (łyżeczka)
- łyżeczka miodu lub brązowego curu

Wykonanie:
Banana dobrze rozdrabniamy blenderem na gładką masę, dolewamy kefir, wsypujemy wiórki i otręby, dodajemy miód. Blendujemy.

Ten orzeźwiający napój jest nie tylko zdrowy, ale przede wszystkim pyszny! Zdecydowanie nie lubię czystego kefiru (ze względu na zapach), jednak w takim połączeniu bardzo mi odpowiada. Koktajl jest bardzo sycący i świetnie zastępuje podwieczorek lub deser, pasuje także jako dodatek do śniadania.
Polecam również  lody bananowe domowej roboty: dwa dojrzałe, obrane i zamrożone banany wrzucamy do blendera i miksujemy przez kilkanaście sekund na gładką masę. Koniec :) Smakują znakomicie!


Wiem, że ostatnio rzadko pojawiam się na blogspocie, ale doszłam do wniosku, że po prostu potrzebuję chwili odpoczynku. Pomagam tacie w pracy, spędzam sporo czasu przed ekranem komputera i po powrocie do domu nawet nie chce mi się odpalać laptopa. Rodzice rozkręcają nową działalność (opartą na franchisingu) i również staram się w to zaangażować - przygotowuję kosztorys, wysyłam oferty do firm, roznoszę ulotki, szukam pracowników... Przez kilka dni pracował u nas chłopak, który jak sie okazało ma dwie lewe ręce do roboty, zero chęci i przebojowości. Prawą ręke wyciągał tylko po pieniądze i jeszcze marudził, że dostaje ich za mało. Skoro nie wykonywał swoich obowiązków, pracował byłe jak lub wcale, to czego się spodziewał? Ciężko znaleźć dobrą pracę, ale jak się okazuje jeszcze trudniej trafić na rzetelnego pracownika.


Za trzy tygodnie mam wesele, na które najchętniej w ogóle bym nie jechała. Po prostu nie mam ochoty i nie sądzę, aby do końca sierpnia coś się zmieniło. Nie kupiłam butów, nie mam żadnej sukienki, co mnie dodatkowo stresuje. W popularnych zostały same szmaty i nawet nie ma w czym wybierać. Poza tym mam dość wymagająca figurę i nie moge sobie pozwolić na wszystkie fasony. Najchętniej kupiłabym zwykłą little black dress, ale przecież nie wypada iść  w czarnej sukience na wesele... Znalazłam dwie kiecki w Zarze i jedną w TS. Nie są idealne, ale nieźle leżą. Same oceńcie:

1. Panterka, Zara (ok 70zł) - dobrze się w niej czuję, ale zastanawiam się, czy w ogóle nadaje się na taką okazję?
2. Granatowa, Zara (199zł) - Świetnie leży, ale jak na złość materiał jest kiepskiej jakości, pruje się...
3. Szaro-fioletowa, TS (69zł) - dobrze leży, ale trochę mnie irytują te "skrzydła" na ramionach...







Podczas wyprzedaży jakoś szczególnie nie zaszalałam z zakupami i skusiłam się tylko na kilka drobiazgów. Zdjęcia już przygotowałam, pokażę je w następnym wpisie.

19 czerwca 2011

SALES - odcinek 1

Podróż tramwajem na trasie Łódź-Pabianice zawsze obfituje w wyjątkowe atrakcje. Wydawało mi się, że już widziałam  wszystko,  jednak współpasażerowie zaskakują mnie za każdym razem coraz bardziej. Kiedyś było nawet znośnie, bo na tym odcinku kursowały dwa wagony, natomiast od kilkunastu miesięcy jeździ tylko jeden, dlatego  wrażenia zapachowe ze zdwojoną siłą oddziałują na receptory węchu i w mojej głowie po raz kolejny rodzi się pytanie: "Dlaczego ludzie się nie myją?". Odpowiedź na nie zawsze pozostanie dla mnie zagadką, ale dla bezpieczeństwa staram się unikać bezpośredniego kontaktu z jakimkolwiek elementem tramwaju i często podróżuję w pozycji typowej dla surfera. Niektórzy przesadnie dbają o higienę, w szczególności zwracają uwagę na zadbane dłonie, więc wyjęcie z kieszeni obcinacza do paznokci, a następnie użycie go w sposób zgodny z jego przeznaczeniem strzelając martwą tkanką dookoła nie stanowi dla nich problemu. Uroczy widok. Oczywiście pech chciał, że znalazłam się w centrum całego zdarzenia.

Pół metra dalej dwaj chłopcy rozmawiali o zawartości macicy dziewczyny jednego z nich i po wnikliwej analizie przebiegu cyklu miesiączkowego doszli do wniosku, że należy spodziewać się ciąży. Na początku wyglądali na nieco zszokowanych, ale na ich niewinnych twarzach szybko zagościł uśmiech. Przyszły ojciec zastosował się do jednego z wersów bardzo popularnej piosenki ("Always look on the bright side of life") i skomentował to tak: "No nic, przynajmniej to małe będzie miało ładne oczy, po mamusi". I problemy z cerą po tatusiu, sądząc po trądziku pokrywającym pomarszczone ze zdziwienia czoło młodzieńca. Nie wiem co mu odpowiedział kolega, bo cały czas byłam przekonana, że mówi po bułgarsku.


W niektórych sieciówkach zaczęły się wyprzedaże, co oczywiście nie umknęło mojej uwadze :) Zajrzałam do kilku sklepów, a oto moje łupy:


1. Bluzka oversize w granatowe paski, 40zł (H&M).
2. Bluzka z zamkiem na plecach, 30zł (H&M).
3. Sandały, 60zł (H&M). Są bardzo wygodne, lekkie i stabilne. Znalezienie butów, króre nię będą mi spadały ze stóp graniczy z cudem, dlatego cieszę się, że udało mi się tego cudu dokonać :)
4. Szorty, 39zł (Mango).
5. Koralowe szorty i T-shirt z nadrukiem, sh.


* * * * *


Biorę udział w kilku rozdaniach

 

* * * * *


Pa!  :)