16 września 2011
Colmo de la desfachatez - szczyt bezczelności
Dlaczego tak długo mnie nie było?
Ostatni tydzień zleciał niezwykle szybko. Weekend spędziłam w na targach, a od poniedziałku próbowałam się na nowo przyzwyczaić do starej pracy. Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale nie spoedziewałam się tak beznadziejnej sytuacji. Nie chcę pisać za dużo i zdradzać wszystkich szczegółów, ale problem polega na tym, że szefowa proponuje nam dwa razy mniejszą stawkę niż do tej pory za o wiele bardziej skomplikowaną pracę. Co prawda to tylko okres przejściowy, który potrwa 2-3 tygodnie, jednak wcale mnie to nie pociesza, gdyż spędzę w firmie tyle samo czasu, wrócę do domu wykończona, a nie zarobię nawet na waciki... Nikomu nie podoba się taki układ, ale nikt tez się nie odezwie i nie poprosi o podwyżkę. Każdy woli siedzieć cicho, zacisnąć zeby i przetrwać te kilkanaście dni. Każdy się boi lub wstydzi odezwać, wszyscy myślą, że tak nie wypada, natomiast dla mnie sytuacja jest jasna - moje wynagrodzenie nie jest proporcjonalne do mojego wkładu pracy. Szefowa zgodziła się przemyśleć ten problem, czekałam dzień, dwa, trzy, aż w końcu zapytałam co postanowiła. Roześmiała mi się w twarz i powiedziała: "Nic nie postanowiłam. Albo wiem, postanowiłam, że nie dostaniecie więcej, hahaha! Jeśli tak bardzo chcecie podwyżki to ok, zapłacę więcej, ale w przyszłym miesiącu odejmę wam taką kwotę z pensji, może być?" Co za bezczelna małpa!
Może by zmądrzała, gdyby nagle straciła wszystkich pracowników. Wiemy, że nie ma nikogo na nasze miejsce i nikt początkujący nie zatrudni się u niej za takie pieniądze jakie obecnie proponuje. Z jednej strony mam ochotę rzucić to średnio rozwijające zajęcie w cholerę i poszukać czegoś lepszego, ale prawda jest taka, że obecne miejsce pracy bardzo mi odpowiada (nie trace pieniędzy i czasu na dojazdy, pensja jest niezła). Nie chodzę tam dla przyjemności, ale z czystego lenistwa. Jest szansa na poprawę, a raczej na powrót do starego systemu, jednak zanim to nastąpi muszę jakoś wytrzymać do końca września. Jestem na siebie wściekła, że od razu zgodziłam się na tak nieludzkie warunki, bo teraz mogę się do nich dostosować, albo po prostu zrezygnować. Nie mam innej pracy na oku, więc nie chcę sama ryzykować ale z drugiej strony wiem, że szefowa nie ma nikogo na moje miejsce. Gdyby wszyscy pracownicy zaprotestowali, to może dałoby się coś wynegocjować, a tak? Sama jestem bezsilna :( Ten problem męczy mnie od kilku dni, nie moge spać w nocy, cały czas chodzę rozdrażniona i zdołowana, nie mam apetytu, ryczeć mi się chce jak sobie o tym pomyślę... Dobrze, że szefowa wyjeżdża na urlop, przynajmniej nie będę musiała oglądać jej pokrzywionej gęby i białych, koronkowych kozaków przez cały tydzień. Mam nadzieję, ze będzie miała brzydką pogodę i poparzą ją meduzy :P
Targi w Gołuchowie jak zwykle były męczące i stresujące, jednak nie zabrakło typowych dla tego typu imprez atracji. Wraz z resztą obsługi mieliśmy niezły ubaw z klientów-zbieraczy, których z daleka można było wyłowić z tłumu dzięki ich charakterystycznym atrybutom w postaci miliarda firmowych reklamówek wypchanych darmowymi gadżetami. Pewna pani trzy raz odwiedziła nasze stoisko tylko po to, aby nazbierać darmowych śliwek, cukierków, długopisów, płóciennych toreb i wsunąć do kieszeni garść saszetek z cukrem. Jakiś pan cztery razy zaglądał na obiad (był zamówiony catering dla gości i pracowników naszego stoiska) i zawsze nakładał sobie sporą porcję jedzenia, po czym rozglądał się czy nikt nie patrzy i sprytnie wsuwał zawartość półmiska do swojej reklamówki. Ludzie nie mają wstydu...
Kilka fotek z targów:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Łooo jezu co za pinda,no inaczej jej nazwać nie mogę:/ Ja też się cudownie z nowa pracą wkopałam teraz, więc łączę się w bólu;]
OdpowiedzUsuńAaa ostatnie zdjecie mnie rozśmieszyło:)
OdpowiedzUsuńhmm ja też wiem coś o stresującej pracy...trzymaj się!
OdpowiedzUsuńPozostaje mi tylko przyłączyć się do życzeń "meduzowych":) I trzymać kciuki, by po tych kilkunastu dniach sytuacja się zmieniła i wróciła do normy.
OdpowiedzUsuńW tym kraju wyzysk to standard;/ współczuję
OdpowiedzUsuńCo za franca! Kurde,nie wiem,ja to mam tendencje do tego,że pewnie pizdnęłabym tę pracę. Choć nie byłoby to najprawdopodobniej mądre i potem bym żałowała;) Faktycznie,gdyby wszyscy się postawili to byłoby coś,ale wszyscy na pewno się nie postawią. Zawsze tak jest. Heh,to niech ją te meduzy zeżrą,przeżują i wyplują:) Fajna ta mała blondyneczka:)
OdpowiedzUsuńloo normalnie bym jej w twarz przywalila...
OdpowiedzUsuńnie rozumiem,jak mozesz zarabiać mniej?nie masz umowy,tam sa przecież konkrety?poza tym jaką masz gwarancje,ze potem będzie lepeij....?hmmm...
OdpowiedzUsuńale dlaczego nagle macie dostać mniej pieniędzy? dziwne to jakieś. zbuntujcie się wszyscy!
OdpowiedzUsuńPowodzenia.
faktycznie ułatwi to "życie" czytelnikom - dzięki ;)))
OdpowiedzUsuńFaktycznie pochodzenie dziewczynki zdecydowanie zmniejszyło jej atrakcyjność;) w sumie jak masz się męczyć w tej pracy to nie widzę sensu,no ale to Twoja decyzja,bo z drugiej strony lepiej robić cokolwiek niż nic. Chyba;)
OdpowiedzUsuńnie wiem,co w przedszkolu,bo na razie nie chodzimy i tęsknimy...ona za przedszkolem,ja za spokojem w domu:)
OdpowiedzUsuńjaka slodka niunia :)
OdpowiedzUsuńEee,to do stycznia można się przemęczyć:)
OdpowiedzUsuńrozumiem doskonale, świetnie podałaś przykład- sytuacja bardzo nieciekawa i niesprawiedliwa;(
OdpowiedzUsuń