15 listopada 2011

Vuelvo

Od dobrych 2 tygodni na stronie głównej mojego bloga dominuje uniesiona brew, także chyba czas najwyższy coś z tym zrobić. Nie piszę, bo nie mam kiedy, a jak już uda mi się wygospodarować pół milisekundy wolnego czasu, to wolę przez moment pogapić się w sufit, gdyż kolejna szansa na chwilę odpoczynku może się szybko nie powtórzyć.

O obecnej sytuacji w pracy wolę się nie wypowiadać, bo z dnia na dzień coraz więcej rzeczy mnie zaskakuje, niekoniecznie pozytywnie.  Szefowa bez przerwy szuka pretekstu do kolejnej awantury, na siłę znajduje błedy, za które może ochrzanić pracowników. Jej oszczędność, a raczej skąpstwo staje się niebywale męczące i irytujące. Ta jędza niedługo będzie  nam potrącać z pensji za wodę na herbatę i pewnie zacznie pobierać opłatę za korzystanie z toalety. Za kilka dni przenosimy się do nowiutkiego biura po drugiej stronie ulicy, co na początku bardzo mnie ucieszyło, jednak moja radość nie trwała długo. To nowy, lecz niewykończony budynek, w którym jeszcze nie ma toalety i jadalni (musimy na nie poczekać 2-3 tygodnie). Z racji tego, iż mieszkam niedaleko, nie wiem czy nie będzie mi się  opłacało wracać na przerwę do domu :P To jest chore!
Jeszcze tylko 3-4 miesiące i moja kariera w firmie na 10 literę alfabetu dobiegnie końca. Nie mogę się doczekać!

Moja "ulubiona" koleżanka z pracy jest tak samo wredna i przebiegła jak do tej pory, w dodatku bez przerwy zadręcza wszystkich swoimi wyimaginowanymi problemami. Jednego dnia żali się, że jest strasznie zadłużona, nie ma pieniędzy na czynsz i przedszkole synka, domaga się współczucia i zainteresowana z naszej strony, próbuje wyłudzić jakąś pożyczkę, a chwilę póżniej chwali się najnowszymi zakupami i dopytuje się gdzie w naszym mieście można się poddać zabiegowi zagęszczania rzęs, który jak wiadomo do najtańszych nie należy. Jej sprawa... Na każdym kroku stara się utrudnić pracę innym, między innym rozkładając swoje rzeczy w przejściu, co argumentuje tym, że tak się przyzwyczaiła i nie ma zamiaru tego zmieniac, a jak komuś coś nie pasuje, to może sobie przeskakiwać nad jej krzesłem kilka razy na godzinę kursując na trasie faks-drukarka. Cieszę się, ze ostatnio widuję tę koleżankę dwa razy rzadziej, bo zbyt częstego kontaktu z N. bym nie wytrzymała.

Długi weekend zaczął się niebyt przyjemnie, ale dzięki Bogu później wszystko wróciło do normy. Szefowa nie pozwoliła nikomu wziąć wolnego w piątek, jednak później o tym zapomniała, wyjechała na urlop i nie przekazała nikomu kluczy do firmy. wszyscy zjawili się rano w pracy i pocałowali klamkę. Po wykonaniu kilku telefonów okazało się, że musimy wrócić do domu, bo przecież wszystko było pozamykane. Zmarnowałam całe przedpołudnie zamiast się wyspać i odpocząć...

Na sobotę zaplanowałam kino, jednak spóźniłam się z zakupem biletów i wieczorem wylądowałam ze znajomymi w rybackiej knajpie. Pstrąg królewski z owczym serem okazał się strzałem w dziesiątkę. Później było duuuużo wina, a reszty nie pamiętam :P


Niedawno kupiłam czarny płaszcz w Carry. Wiem, że co druga dziewczyna taki ma, jednak kompletnie mi to nie przeszkadza.


W sh dorwałam gruby, karmelowy sweter z łatami na łokciach, który będzie idealny na długie, zimowe wieczory. Mam jeszcze kilka ciucholandowych zdobyczy, jednak pokaże je w następnym wpisie.


Wczoraj obejrzałam "Bad Teacher" i szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś lepszego. Znajdzie się kilka śmiesznych scen, jednak fabuła mnie nie zaskoczyła. W skali od 1 do 5 przyznałabym tej komedii 3 punkty.

20 komentarzy:

  1. Mnie też ten film nie powalił kompletnie. Za to "Crazy stupid love"... Oj polecam...

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny ten płaszcz!a już na % kupiłaś?

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie bad teacher tez nie powalil :)
    za 3-4mce sie zwalniasz?

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny płaszcz:) jaka masakra z tą szefowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym chciała taką kurtkę (tu w sumie też na kurtkę wygląda, nie na płaszcz:)), ale z kapturem. Widziałaś jakieś z kapturem?

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też mam podobną kurtkę i mam to w d... ważne że tobie się podoba czujesz się dobrze, film ja już dawno widziałam nawet dość zabawny

    OdpowiedzUsuń
  7. Widziałam ten film i nawet mi się podobał ale chyba dlatego, ze bardzo wtedy potrzebowałam kina lekkiego, łatwego i przyjemnego.

    Co do swetra - bobowy!!!

    Klimatu w pracy szczerze Ci współczuję...Nie wiem jak bym to zniosła. Paranoja goni paranoję... :/

    A co do rzęs, próbowałam tego wosku, który mi polecilas. Niestety nie łapie moich wlosków ale za to zdarł mi trochę skóry :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. to są projekty szkoleniowe, skierowane np. do osób bezrobotnych in. finansowane z kasy unii europejskiej, takie jakich dużo w Polsce. Tylko to mało przyszłościowe zajęcie bo niedługo kasa się skończy ale póki co działamy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja Bad teacher bardzo lubię:) wyobraź sobie szefową jako babcie klozetową, może będzie Ci trochę lepiej:)

    a tego wolnego dnia chyba nie musicie odrabiać w sobotę?

    OdpowiedzUsuń
  10. współczuję szefowej. dobrze, że wizja współpracy z nią zaczyna widzieć koniec ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Badziewny ten fil był:P Przechlapane masz z tą pracą, a dlaczego jeszcze tylko 3-4miesiące tam będziesz pracować? Jak ja sie cieszę, że wreszcie mam w miarę normalne zajęcie, zwłaszcza w porównaniu do moich tzrech ostatnich miejsc pracy:P Jutro idę do SH, dawno nie byłam i mam nadzieję, że coś fajnego upoluję;D

    OdpowiedzUsuń
  12. A już myślałam,że tylko ja mam głupich współpracowników,a tu okazuje się,że nie jestem sama:)

    OdpowiedzUsuń
  13. współczuję szefowej jędzy! nie cierpię takich ludzi, jednak wydaje mi się, ze kiedyś sprawiedliwości stanie się zadość i jeszcze może pożałować swojego beznadziejnego zachowania :]
    jeśli mogę... ile dałaś za płaszcz? w tym roku chyba muszę już kupić, ale zastanawiam sie czy nie poczekać na wyprzedaże bo jeszcze mam w czym chodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ośrodek który pokazaliśmy nie jest odwiedzany od ok. 10 lat.
    To tzw ośrodek zakładowy, do którego przyjeżdzali pracownicy. Pod koniec jego świetności, także osoby "obce". Teraz domki to totalna ruina. Rozkradziono z nich wszystko co sie dało. Aż ze okolica podupada i domki są z epoki Prlu to i nikt pewnie tego nie kupi. Kiedyś z przyjacielem smialismy sie, ze my kupimy ośrodek ale teraz - na poważnie to raczej mało opłacalny biznes by si okazał.

    OdpowiedzUsuń
  15. hmm no to dobrze że jeszcze parę miesięcy i stamtąd uciekasz... sweter z sh bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  16. nie martw sie...moja szefowa ostatnio opieprzyla mnie ze wyjezdzam w delegacje, na ktora sama mnie wyslala :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do remontu, to malujemy całe mieszkanie z wyłaczeniem jednego pokoju - graciarni. Remont obejmuje zmiany a raczej nadanie wystroju salonowi, jadalni. Całkiem zmieniamy klimat w sypialni. Trzeba kupić sporo "pierdół" - lampy dywan, obrazy poduszki itp. Wstawiamy drzwi do garderób, bo póki co w wejściach wisi płótno.
    W łazience tylko malowanie.
    Jest sporo takiej dłubaniny - pęknięcia w ścianach, przerobienie nieco elektryki, chowanie kabli. Dwie niewielkie zabudowy z karton-gipsu powstaną. Pokażę wersje przed i po, gdy będzie po wszystkim.
    Niby remont ma trwać dwa tygodnie ale ja zakładam, że się skończy tuż przed świętami i pewnie dopiero wtedy będzie można wyruszyć na zakupy mieszkaniowe, bo wcześniej nie będziemy mieli gdzie trzymać sprzetu. Bo my będziemy musieli egzystować w graciarni ;)

    OdpowiedzUsuń