31 marca 2012

Never seen anything like that before

And the heat goes on...
And the beat goes on...




We Wrocławiu znalazłam się przez przypadek. Zawsze chciałam się tam wybrać, ale do tej pory jakoś nie było ku temu okazji. W tym roku miasto samo się o mnie upomniało, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że właśnie tam powinnam spędzić pierwszy weekend wiosny, więc chyba nie miałam wyboru. Kupiłam bilety, spakowałam różową walizkę i z przyjemnością opuściłam na chwilę szarą, brudną i ponurą Łódź. Szkoda, ze wyjazd był bardzo krótki, jednak prawie każdą minutę spędziłam tak intensywnie, że po powrocie miałam wrażenie, jakby mnie nie było w domu dobry tydzień!



Podróż PolskimBusem zawsze obfituje w niezapomniane przeżycia.Wybrałam miejsca na samym końcu autokaru i liczyłam na to, że najbliższe 4 godziny spędzę w ciszy i spokoju, jednak  po chwili fotele przede mną zajęła grupa roześmianych trzydziestolatków. Przez całą drogę ich jedynym sposobem na nudę była głośna rozmowa lub konwersacja połączona z konsumpcją. W ich zestawach podróżnika nie zabrakło cuchnącego popcorny, koreczków z kiełbasą, ogórków kiszonych, kanapek z pastą rybną, śledzi oraz jajek na twardo. Wiele razy miałam ochotę wstać i wrzasnąć ;"Zamknijcie mordy!", ale to by było trochę nieeleganckie :P



Zawiozłam rzeczy do hostelu, odwiedziłam koleżankę, zahaczyłam o Starbunia i z orzechowym frappuccino w dłoni oraz szerokim uśmiechem na twarzy podziwiałam klimatyczne zakątki miasta mostów. Kilka razy zabłądziłam (zorientowałam się, ze coś jest  nie tak, gdy po raz trzeci  minęłam ten sam kościółek :P), co tylko wyszło mi na dobre, bo przez przypadek odkryłam wiele uroczych zakątków.



Kolorowa starówka podbiła moje serce, a liczne grupy pięknych, wyluzowanych, ciekawie ubranych ludzi sprawiały, że pod koniec spaceru rozbolał mnie kark od ciągłego oglądania się za nimi :)








Kilka tygodni temu prosiłam o pomoc w wyborze noclegu. Polecałyście mi pokój kapsułowy i na taki się zdecydowałam, co było strzałem w 10! Wybrałam Hostel The One, który mieści się przy samym ratuszu. Miła obsługa, czyste, przytulne pokoje, niska cena, idealna lokalizacja - czego chcieć więcej? Wiedziałam, że wrócę z imprezy w środku nocy i nie chciałam nikomu przeszkadzać, a gdybym spała w zwykłej sypialni z piętrowymi łózkami, to z pewnością wszyscy by się natychmiast obudzili. Wolałam tego uniknąć. Kapsuła sprawdziła się idealnie i jeśli w przyszłości będę miała do wyboru taki typ pokoju, to z pewnością wynajmę go ponownie.





Miejsce docelowe i główna atrakcja całego wyjazdu :) Bardzo sprytnie ukryty klubik :P Szukałam go dobre pół godziny, po czym okazało się, że znajduje się niecałe 50m od mojego hostelu :D Cała ja :)



Cel wyjazdu - koncert w ramach Przeglądu Piosenki Aktorskiej :) Zdobycie jednej z 60 wejściówek graniczyło z cudem, więc gdy zobaczyłam na stronie Capitolu, iż został tylko jeden bilet nawet się nie zastanawiałam i natychmiast go kupiłam. To było najlepiej zainwestowane 20zł w tym roku!




Doskonale wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym występie. Czekałam na eksplozję rytmów, surowe dźwięki gitary basowej,  kojący wokal, dzikie bębny i rytualny taniec bosej szamanki w pióropuszu na scenie. Co prawda owa szamanka dla bezpieczeństwa pląsała w ręcznie malowanych trampkach, a pierzasty diadem celowo zostawiła w garderobie, bo uznała, że tylko przeszkadza jej w tańcu. Ta maleńka osóbka była istnym wulkanem energii. Szkoda, że organizatorzy festiwalu nie zdawali sobie sprawy z jej potencjału i ustawili mnóstwo krzeseł pod samą sceną, które ewidentnie wszystkim przeszkadzały. Gdyby nie te pieprzone taborety więcej osób miałoby szansę zobaczyć występ na żywo, jednak uparty ochroniarz nie wpuszczał nikogo bez biletu. 

Liczyłam na porcję dobrej muzyki, ewentualnie autograf i szybkie pamiątkowe zdjęcie, jednak dostałam znacznie więcej i do dziś nie mogę uwierzyć w to, że wszystkie chwile, które pamiętam rzeczywiście miały miejsce, a nie tylko mi się przyśniły. Po koncercie spotkało mnie wiele miłych niespodzianek :) Nie przypuszczałam, że pod koniec imprezy  wyląduję w garderobie artystki z nią samą, jej rodzicami, znajomymi i perkusistką, wysłuchując zabawnych historii  z czasów młodości jej przesympatycznej mamy :)

To była bardzo intensywna noc. Za dwa miesiące powtórka!

23 komentarze:

  1. O kurczę świetny wyjazd. Warto było poczekać na ten wpis:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyjazd super. Wrocław ładny jest.
    Nie wiem czy bym się zdecydowała na kapsułę, chociaż wygląda imponująco;)).

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że warto było czekać na ten wpis:)
    Bardzo mi się podoba Twój entuzjazm:)

    We Wrocławiu byłam raz, ale na pewno będą powtórki, bo zaledwie "liznęłam" kawałek tego cudnego miasta. Bardzo chcę więcej:) I namawiam małża na spreparowanie stosownej kłódki:)

    OdpowiedzUsuń
  4. aaaaa ale fajnie! Super że świetny koncert miał TAKIE przedłużenie w garderobie! Tym bardziej że jesteś jej wielką fanką, a takie spotkanie to myślę że gratka nie tylko dla Ciebie ale i dla niej jako Artystki :)
    Pamiętam jaka ja byłam podekscytowana spotkaniem po koncercie z Piaskiem, choć zamieniliśmy wtedy ze sobą tylko kilka słów. Natomiast nasze drugie spotkanie, totalnie niespodziewane, sprawiło, że nie zadałam połowy pytań które mnie nurtowały :) Mam nadzieję że kiedyś jeszcze je zadam ;)

    Wrocław jest piekny, ja byłam w nim tylko raz, ale i tak mnie zauroczył. Super trafiłaś z pogodą, ten weekend był wyjątkowo piękny, nie to co teraz się dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. oo to udany wypad :)
    frappuccino orzechowe to jedyna rzecz posiadajaca jakis tam procent kawy i ktorą bardzo lubie :)
    duzo miejsca jest w tych kapsułach?

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż tak? Ooo, to musiały być dla Ciebie rzeczywiście niesamowite przeżycia. Fajne uczucie, prawda?

    Prezentem, od teściowej;) Taaa...Stała wiele lat w kącie szafy, na fotce nie widać, ale zrobiła się taka cała jakby popękana, jakby z marmuru była;) I po latach wywlokłam ją z szafy i żal mi się biedaczki zrobiło, więc sobie w kątku łazienki stoi. I sama się dziwię, ale ją polubiłam nawet.

    OdpowiedzUsuń
  7. faktycznie intensywnie ;)
    z tego co pamiętam Wrocław jest śliczny i niesamowicie klimatyczny (wow pisze wierszem o.O)
    fajne fotki :)
    wow! dostać się aż do garderoby to miałaś wielkie szczęście :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Wrocław, mam szczęście tam być co jakiś czas. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow!naprawde byly jaja i kielbasa?myslalam ze te czasy minely:-)na kapsule bym sie nie zdecydowala:)

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo bym chciała pojechać do Wrocławia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurde jak fajnie! Zazdroszczę weekendu, dawno nie spędziłam podobnego:) A jeszcze jak za 2 miesiące szykuje się powtórka, to zazdroszczę podwójnie!

    OdpowiedzUsuń
  12. super wyjazd :) zazdroszczę, ja w tym roku chce wybrać się do Wrocławia, może uda mi się Ł. namówić

    OdpowiedzUsuń
  13. Aaa myślałam, że powtórka wyjazdowa! Ale i tak super:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz, ale już brała kilka razy udział w sesjach. Część zdjęć ciemna,bo ma tak być, fotografowaliśmy z użyciem strumienicy (tak gdzie część sylwetki jakby niedoświetlona). No i blogger zrobił swoje i też dodatkowo przyciemnił, a nie chciało mi się ich specjalnie rozjaśniać na blog po tym, jak zobaczyłam efekt;P
    Koncertu zazdroszczę.A ile kosztował nocleg w tym hostelu??

    OdpowiedzUsuń
  15. A co to za artystka? :)
    Świetna wyprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. nie, nie oglądałam tego programu:)

    OdpowiedzUsuń
  17. najgorsze jest to ze w tamtym roku miała to samo bo wsadziła raczke w szczebelki a dawid jej jeszcze przytrzymał:/bardzo lubie bershke i stradi jak niegdzie nic nie zjnajde zawsze kieruje sie do bershki:) a co do krecenia kołem idzie mi juz rewelacyjnie w sumie nawet w druga strone nie próbowałąm dzis wypróbuje:))

    OdpowiedzUsuń
  18. To prawda:) Jedyna nadzieja w tym, że może jajka są z nadzieniem owocowym, za którym nie przepadam;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Sama nie wiem, dobrze to, czy źle;) Bo jakbyś mi podkradała to ja jadłabym mniej, więc niby dobrze, ale...
    Lubisz bounty? Właśnie robię takie domowe, tzn. teraz się chłodzą w lodówce, potem je będę maczać w czekoladzie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kojarze teraz te artystkę. Czy znajomość sie rozwinie?
    Nie mam jeszcze nowego wyglądu bloga. Tez nie mam ochoty na te zmianę.

    Dlaczego pytasz o autora fotki? ;) Jest moja jak cos :) i teraz sie boje co o niej chcesz powiedziec :)

    OdpowiedzUsuń
  21. serio fajnie się śpi w takim miejscu? a nie słychać jak ktoś chrapie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. To jakoś byśmy się dogadały, bo ja wiśnie w czeko nawet lubię, a i niektóre delicje też zjem bez wstrętu;) Za to nie przepadam za pralinami z nadzieniem np. pomarańczowym, pierniki - zwłaszcza te bez czekolady też zjem tylko w ostateczności i nie ruszę nigdy lukrecji.
    Moje bounty to też kulki a raczej coś kulkopodobnego;)
    Aaaa, a tę Twoją czekoladę już w końcu dostałaś?

    OdpowiedzUsuń
  23. fajna noc;) chętnie też bym tak poszalała:)
    dzięki za dobre słowa:)

    OdpowiedzUsuń