Może zacznę od tego, iż czuję się tu dość nieswojo… Blogspot daje dużo możliwości, oferuje wiele zaawansowanych opcji, jednak chyba wolałam starego, poczciwego, „prymitywnego” bloga w KG :) Drogie Klubowiczki, postanowiłyście stamtąd emigrować, więc cóż innego mi pozostało jak nie pójść w Wasze ślady?
Co prawda czuję się tak, jakbym nagle musiała zerwać wszelkie kontakty z grupą znajomych. Wiem, że większość z Was przeniosła się na facebooka, prowadzicie blogi i zalezy Wam na kontynuowaniu „spotkań” w Naszym wirtualnym babińcu, jednak niestety niektóre dziewczyny, do których wszystkie lubiłyśmy zaglądać postanowiły, że nie chcą kontynuować swojej przygody z blogowaniem w innym miejscu. Szkoda…
Wczoraj wróciłam z gór. Jak wiecie głównym celem wyjazdu oczywiście nie były narty… ;] W niedzielę było cudownie. Wiele rzeczy się wyjaśniło, przez co paradoksalnie niektóre kwestie pozostaną na zawsze niewyjaśnione...

Poniedziałek spędziłam na stoku w Szklarskiej Porębie. "Puchatkiem" zjeżdżało się bardzo przyjemnie, jednak niestety ogromne kolejki i nieciekawy wyciąg zmusiły nas do przeniesienia się na czeskie stoki. Wtorkowy zjazd najłatwiejszą trasą w pobliskim Harrachovie mocno mnie zaskoczył. To był mój 3 dzień na nartach, a 2/3 tego odcinka zdecydowanie nie nadawały się dla początkujących, dlatego trochę się stresowałam. W środę wylądowaliśmy kilkanaście kilometrów dalej, w niewielkiej miejscowości Rokytnice nad Jizerou. Ponownie niebieska trasa nie należała do najłatwiejszych, jednak tym razem szło mi znacznie lepiej. Na czwartek zaplanowaliśmy szusowanie w Jańskich Łaźniach i tam tez się wybraliśmy. Widoki zapierały dech w piersiach, a ja zdecydowałam się na zjazd czerwoną trasą. Dopiero tego dnia poczułam się naprawdę pewnie na nartach, lepiej panowałam nad sprzętem i nie bałam się nabierać większej prędkości. Spodobał mi się ten sport! Nieskromnie przyznam, że do tej pory nie zaliczyłam ani jednego upadku . Najwidoczniej zasada „jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz” nie sprawdza się w moim przypadku :)
Wieczorami stołowaliśmy się w bardzo przyjemnej knajpce w centrum Szklarskiej Poręby. Ceny były przystępne, menu bardzo rozbudowane, jedzenie przepyszne, a porcje ogrooooomne. Trafił nam się sympatyczny kelner z dużym poczuciem humoru :) Ostatniego dnia założyliśmy się z nim, że jeśli zjemy wszystko to nie płacimy rachunku. Wygraliśmy :D

Czwartkowy wieczór spędziłam z Kubą na koncercie Maleo Reggae Rockers w Jazgocie. Wcześniej nie znałam tego zespołu, jednak na żywo zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie. Gorąco polecam kawałek „Ostrożnie”
W piątek słońce wyjrzało zza chmur i uśmiechnęło się szyderczo, doprowadzając ulice do płaczu. Przyszła odwilż. Termometry pokazywały 3*C na plusie, więc wyprawa na stok nie miała sensu. Znaleźliśmy talie kart i tym sposobem od południa do późnego wieczora namiętnie graliśmy z kilkoma osobami w pokera :D Na początku byłam załamana, bo szło mi fatalnie i w mgnieniu oka przepuściłam 2 dyszki, jednak po 2 kolejkach szczęście się do mnie uśmiechnęło i nadrobiłam tę stratę ze sporą nadwyżką :D Do tej pory nie mogę dojść do tego ile wygrałam, jednak ważne, że jestem na plusie :P
e-mail od wykładowcy z poczuciem humoru :P
"Wszystkim 80-ciu osobom, które nie zdały egzaminu poprawkowego z mikroekonomii, życzę szczęśliwej podróży do Dublina (proponuję wykupienie biletu zbiorowego, będzie taniej), sympatycznej pracy w KFC lub wielu niezapomnianych chwil pod "pośredniakiem".
Jeżeli ktoś z Państwa, w związku z wynikami, ma zamiar zrobić sobie krzywdę, to proszę uczynić to poza budynkiem L, ponieważ z tamtejszego linoleum ciężko usuwa się krew; poza tym i tak jest tam już wystarczająco ślisko."
och tylko pozazdrościć takiego tygodnia :*
OdpowiedzUsuńWitaj na blogspocie!zapraszam na mojego bloga,podaj mi maila,wyślę ci zaproszenie justju@gazeta.pl
OdpowiedzUsuńPozdrawiam;)cieszę się,ze coraz nas tu więcej;)
witamy:) hehe tego maila dziś mi mąż czytał, chyba na onecie to znalazł;D
OdpowiedzUsuńhaha :D z tym, ze moja znajoma na serio studiuje we wroclawiu i ma do czynienia z tym wykladowcą na codzien :DDD dzięku Bogu zdala :)
OdpowiedzUsuńAch, jak dobrze, ze jesteś. Następna do paczki. :) Trochę to smutne, fakt - taka przeprowadzka. Do tego kompletnie nie umiem się zorientować, jakie to zaawansowane opcje daje BS. Cóż, zbyt zacofana jestem w sprawach informatycznych. No ale skoro informatykę miało się w połowie lat 90tych ubiegłego wieku...:) Może mnie oświecisz, gdy czasem zadam Ci pytanie: jak...skąd...? Czytam, że wypad w góry był udany, że jednak narty a nie decha. A ten mail od wykładowcy ;/ - powinno się faceta podać do sądu.
OdpowiedzUsuńA próbowałaś? kto wie..może drzemie w Tobie wielki talent;))
OdpowiedzUsuńheh ... no mail z humorem!
OdpowiedzUsuńkochana! WITAMY tutaj!
jest fajnie!
szycie wymaga precyzji, CIERPLIWOŚCI (!!!) i wytrwałości, a ja nie posiadam żadnej z tych cech :D
OdpowiedzUsuńdo asiorf:
OdpowiedzUsuńDla mnie wystarczająco zaawansowaną opcją jest mozliwość edycji posta w każdej chwili, hihi :DDD Poza tym możemy porozmawiać pod danym wpisem w komentarzach, bez skakania po wielu blogach :) to jest fajne :)
NIE WYWALA NAS ze stronki, co jest dla mnie wręcz nienaturalne :D
Istnieje możliwośc zmiany wyglądu bloga (kolory, czcionki...), dodawania linków i zdjęć bez walki z "Imidższakiem". To bardzo wygodne. Pewnie jest jeszcze srylion innych funkcji, ale od wczoraj odkrylam tylko te najważniejsze :)
E-mail od wykladowcy rozśmieszył mnie, jednak gdybym byla jedną z tych biednych 80 osób, zapewne mialabym ochode strzelić mu w ryj... :/
Wyjazd w GÓRY udał się, jednak jeśli pytasz o X, to cięzko mi wyjaśnić cokolwiek, gdyż muszę to wszystko dobrze przemyśleć, jednocześnie mając nadzieję na to, ze On postąpi podobnie. Powiem tak: "If you can't explain it simply, you don't understand it well enough" (Albert Einstein)
witamy :)
OdpowiedzUsuńjeśli mogłabym Ci coś zasugerować to zmniejsz odrobinę czcionkę na blogu, bo troszkę niewygodnie się czyta ;)
Hej;-) ja nie potrafie opanowac blogspota i tych opcji, z trudem jakos dodaje zdjęcia ale wyglada to wszystko u mnie prymitywnie;/ mam pytanie- skąd tytuł bloga? Ja prywatnie jestem Julia Maria własnie i az sie usmiechnełam;-)
OdpowiedzUsuńdramatyczny email ale jakże prawdziwy ...wykładowcy/ćwiczeniowcy z mikro to prawdziwi szaleńcy
OdpowiedzUsuńmam fajne wspomnienia z ta piosenka:)))
OdpowiedzUsuń