Angelino przepowiadał pogodę co rano. W tym celu spoglądał w wodę. Osłaniał ją sobie rękami albo prosił myśliwych, żeby mu przynieśli kółko uplecione z kawała giętkiej gałązki. Rzucał kółko na wodę i wypatrywał tam czegoś, kręcąc głową.
- Co robisz? - spytałem szeptem.
- Patrzę, czy będzie deszcz. Kiedy pada, zwierzęta siedzą w norach i nie warto polować.
- A co tam widzisz?
- Widzę, że niebo jest dzisiaj czyste. Bez jednej chmurki. Więc deszczu nie będzie.
- Nie mogłeś po protu spojrzeć w niebo?
- W niebo to oni sobie mogli spojrzeć. Albo spytać własną babkę, czy ją łupie w kościach. To taki mój prywatny żarcik. Wszyscy myślą, że ja tam widzę coś szczególnego. A ja po prostu patrzę w odbicie nieba w wodzie.
- A po co ci kółko?
- Woda przestaje się marszczyć i lepiej widać. Normalnie popatrzyłbym w górę i tak jak każdy, stwierdził, czy idzie na deszcz. Ale ja tu mam być Czarownikiem, prawda? No to oni przepowiadają z nieba, a ja z wody. Dzięki temu wierzą, że znam czary.
- A jak ci się przepowiednia nie sprawdzi, to co? Tracisz zaufanie? Zaczynają gadać, że straciłeś Moc?
- Eeee tam. Wtedy ich opieprzam, że mi przynieśli gałązkę oszczaną przez psa.
- A kiedy wróżysz bez gałązki?
- To im mówię, że pewnie jakaś miesiączkująca baba brała kąpiel w rzece, albo że się wydry parzyły w wodzie. No, cokolwiek nieprzyzwoitego wymyślę, bo wtedy każdy wie, że woda jest do kitu.
Co prawda wiśnia już dawno przekwitła, ale w odpowiednim momencie udało mi się uchwycić jej piękno na zdjęciach. Szkoda, że ostatnio trudno o chwilę ciszy i spokoju z książką w cieniu owocowego drzewka, bo błogi relaks często przerywa potworny hałas dobiegający zza żywopłotu. Sąsiad sprezentował swojemu nadpobudliwemu synkowi piłkę do kosza, z którą młody się nie rozstaje od dwóch tygodni i tłucze rytmicznie nową zabawką o beton od rana do nocy. Łup, łup, ŁUP...
Aśka bardzo przeżyła odejście naszego sznaucera i właściwie do dziś nie potrafi się się z tym pogodzić, więc co jakiś czas pożyczamy od babci Reksa na weekendy, żeby nie było nam smutno.
Za niecałe dwa tygodnie czeka mnie komunia mojej siostry i szczerze mówiąc mam ochotę zwiać z tej imprezy. Cały dzień spędzę przy stole z ludźmi, za którymi nie przepadam, bo nigdy nie miałam okazji ich dobrze poznać, a zaprosić trzeba... Przykleję uśmiech numer pięć, założę ładną sukienkę, usiądę prosto i zagram w rodzinny small talk, cały czas udając, że wszystko jest ok. Potem poproszę o głębokie jak gardła gimnazjalistek wiadro, bo zwykle robi mi się niedobrze od nadmiaru tego typu "atrakcji".
Prawdziwe, gwarantowane, wyśnione, nieprawdopodobnie głośne, szalone, dzikie i intensywne atrakcje zaplanowałam na ostatni weekend tego miesiąca. Modlę się o to, aby nikt mi tych planów nie popsuł, bo pogryzę, a potem chyba się zapłaczę. W ostatnią sobotę maja będę bardzo grzeczna, ze szczęścia rzucę się komuś na szyję, potańczę, pośpiewam i poznam przystojnego bruneta :) Kiedy będzie już po wszystkim znowu nie uwierzę, zatęsknię i zacznę odliczać dni od nowa.
Doskonale rozumiem chęć przytulenia wiadra po komuniach, weselach, rodzinnych świętach i innych tego typu atrakcjach... A i chęć adoptowania Reksa na weekendy też podzielam:) Mój Bazyl za to kuleje...
OdpowiedzUsuńKocham wiosnę właśnie za tę eksplozję zieleni i te kwitnące drzewka owocowe...Cudnie tam u Ciebie i właśnie doszłam d wniosku, że brakuje mi huśtawki:)
OdpowiedzUsuńKomunie sa najgorsza impreza:)
OdpowiedzUsuńladne zdjecia:)
Nooo zwolnienie lekarskie by się przydało, pytanie czy Twoja rodzina będzie je respektować:)
OdpowiedzUsuńA może chcecie psa ze schroniska??? Mojemu nie wiem co jest, oglądałam mu tą łapę ze wszystkich stron, nic mu w tych kudłach nie widać. Po powrocie z pracy czekają nas oględziny łapy z latarką i przez lupę:)
a mnie komunia ominie w niedziele i zle mi z tym,bo chcialabym tam byc!
OdpowiedzUsuńRewelacyjnie. Wiśnia ma jeszcze ten swój urok, pomimo przekwitania. Zdjęcia z dziewczynką i psem cudne.
OdpowiedzUsuńjak tam ładnie u Ciebie... :) dasz radę, jakoś musisz wytrzymać te atrakcje :) w chwilach zwątpienia pomyśl o tych czekających Cię przyjemnościach- swoją drogą- ciekawa jestem co tam wymyśliłaś :))
OdpowiedzUsuńnoo ciekawe co będzie w ostatni weekend maja :))
OdpowiedzUsuńja mam komunie syna w niedziele i licze,że nie będzie aż tak zle :))
OdpowiedzUsuńWłaśnie tato mi wczoraj doradzał narożną, ale ja nie chcę. Pomijając niewygodę, po prostu mi się nie podobają.
OdpowiedzUsuńReally beautiful pictures :)
OdpowiedzUsuńdzięki za podpowiedź z tym strojem z Carry:) wlasnie wróciłam i mam i ja:D przeceniony z 100 na niecałe 50, czyli cos kręcą skoro Ty już w zeszłym roku kupiłas go za 5 dych;) nieważne, wazne, że mam;)
OdpowiedzUsuńNo i gdzie te łupy??:P
OdpowiedzUsuńTak,tak wyjazd zagraniczny, krótki, ale jednak:)
Rewelacja, zdjęcia cudne <3
OdpowiedzUsuńCo do komunii to co druga osoba się z tym męczy ;p może nie będzie aż tak źle :)
śliczne zdjęcia kwitnących drzew pozdrawiam
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia!:)
OdpowiedzUsuńja je piekłam ostatnio wlasnie ok 18 min,ale potem twardnialy.. jutro chyba znow bede robic to grubsze poloze jak radzisz :)
OdpowiedzUsuńmam zamiar zrobic ombre na pazurach! ale zawsze zapominam ;/
uwielbiam ... kocham kwitnące wiśnie ! cudnie :)
OdpowiedzUsuń