Dawno mnie tu nie było, oj dawno... Kompletny brak wolnego czasu uniemożliwił mi regularne odwiedzania Waszych blogów. Mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się nadrobić wszystkie zaległości! Widzę, że po klubowym BS krąży nowy tag: "rzeczy, których o mnie nie wiecie". Spodobał mi sie ten pomysł i planuję zrobić taki wpis w ciągu kilku najbliższych dni :)
Sylwester zwany Sylwkiem był dawno temu i nikt już o nim nie pamięta lub po prostu nie żałował sobie alkoholu do tego stopnia, że i tak nie pamięta nic, choćby bardzo chciał. Tak czy inaczej wpis zrobić trzeba.
Miałam bardzo konkretne plany na TĘ NOC. W szafie czekała na mnie mała czarna... bluza od
dresu, którą postanowiłam zestawić z góralskimi skarpetami. Odpowiednio wcześnie upewniłam się, że baterie w pilocie działają, aby zagwarantować sobie płynność skoków po pięciuset kanałach Cyfry + (w tym czterystu nadawanych po arabsku). Mając pod ręką budzik uprzednio nastawiony na pięc minut przed północą (bo głupio by było ZNOWU przespać fajerwerki :P) byłam przygotowana na najnudniejszego Sylwestra wszechczasów. Właściwie w ostatniej chwili okazało się, że impreza na którą wybierała sie moja przyjaciółka nie wypali i jakoś tak wyszło, że wieczór spędziłyśmy razem plotkując, gotując i popijając drinki. Nie ważne gdzie, ważne z kim :) W Sylwestra pracowałam do późna i nie miałam ani siły, ani ochoty na całonocne szaleństwa na
parkiecie. Tym razem wolałam zostać we własnym domu, we własnuch kapciach (jak stary dziad :D) i cieszę się, że spędziłam ten wieczór właśnie w taki sposób.dresu, którą postanowiłam zestawić z góralskimi skarpetami. Odpowiednio wcześnie upewniłam się, że baterie w pilocie działają, aby zagwarantować sobie płynność skoków po pięciuset kanałach Cyfry + (w tym czterystu nadawanych po arabsku). Mając pod ręką budzik uprzednio nastawiony na pięc minut przed północą (bo głupio by było ZNOWU przespać fajerwerki :P) byłam przygotowana na najnudniejszego Sylwestra wszechczasów. Właściwie w ostatniej chwili okazało się, że impreza na którą wybierała sie moja przyjaciółka nie wypali i jakoś tak wyszło, że wieczór spędziłyśmy razem plotkując, gotując i popijając drinki. Nie ważne gdzie, ważne z kim :) W Sylwestra pracowałam do późna i nie miałam ani siły, ani ochoty na całonocne szaleństwa na
Choć w mojej głowie powstała dość długa lista noworocznych postanowień, to poza obietnicą dobierania skarpetek w pary nie mogę sobie przypomnieć reszty. Zwykle wrzucam wszystko na dno szafy zamiast posegregować bieliznę i nie denerwować się co rano, że znowu nie mogę znaleźć dwóch takich samych podkolanówek. Czasami po kwadransie nurkowania w czeluściach
szuflady po prostu poddaję się i losuję dwie dowolne skarpetki :D Dziś mam na sobie jedną
zieloną, a drugą niebieską.
Mąż pyta żonę blondynkę: - Kochanie dlaczego masz jedną skarpetkę zieloną a drugą niebieską? - Nie wiem. A najdziwniejsze jest to, że mam jeszcze jedną taką parę.
Haha, to tak jak ja :P
Zaraz po Sylwestrze odwiedziłam Zakopane oraz Kraków, co było doskonałym relaksem i odskocznią od codzienności, jednak po powrocie czekało na mnie tyle spraw do załatwienia, że natychmiast pożałowałam tego krótkiego wyjazdu. Może w następnym wpisie napiszę cos więcej i dodam jakies zdjęcia :)
MUAK :*
fajny taki babski sylwester!!!i faktycznie za dużo nie pamietasz...?;))
OdpowiedzUsuńmiło Cię znowu widzieć, a właściwie czytać ;)
OdpowiedzUsuńczekam na te zdjęcia :) też bym chciała odwiedzić Kraków jak tylko zrobi się trochę cieplej :)
nie ma to jak bezstresowy wieczorek z kumpela ;)
OdpowiedzUsuńczekam na tajemnice :))
OdpowiedzUsuńtaki sylwek jak Twój też jest ok. Jak ktoś nie ma ochoty na przymusowe bale, lepiej zostać w domu :)
zdjęcie moich krzywych rąk? heh ... to by był hardcore!
OdpowiedzUsuńkolejny raz ubawiłam się czytając wpis u ciebie :)
OdpowiedzUsuńJa spędziłam dwa lata temu takiego sylwestra u mojej przyjaciółki. Byłyśmy we dwie plus dużo jedzenia, wina i filmów. Bardzo udany wieczór!
OdpowiedzUsuńzapraszam do zabawy! w sumie lepsze to niż bym miała oddać te rzeczy gdzieś do chariy shopu
OdpowiedzUsuńNo to Cię nominuję:P
OdpowiedzUsuńJa zawsze mam bieliznę róno poukładaną i posegregowaną, a skarpetki parami, taka porządnicka jestem;D
A i owszem chodziłam kiedyś na lekcje rysunku przez kilka lat, marzyłam nawet o liceum plastycznym,ale ktoś bliski skutecznie mnie zniechęcił i od kilu lat nie rysuję i nie maluję:(
A boks to chyba trochę na przekór, bo zawsze byłam uwazana za taką, ładną, miłą, słodką Gabrysię, a siedział we mnie diabeł i postanowiłam to udowodnić;D Choć ostatnio jak komuś wspomniałam o tym, że boksowałam to usłyszałam:"Nie wracaj do tego, jesteś taka śliczna, szkoda byłoby to zepsuć" i znów mam ochotę zrobić na przekór;D
no i świetny Sylwester miałaś! ja to nie miałabym nawet z kim takiego spędzić:(
OdpowiedzUsuńPozdr i zapraszam na film z Sophija.
Dodam że na łyżwach też się przewracam. ;) I też robię albo po łebkach albo jak się przyczepię to nie usnę. ;))
OdpowiedzUsuńteż sylwestra spędziłam w kapciach;)))
OdpowiedzUsuńzawsze to jakiś plus, laptop przydatna rzecz jak by nie patrzeć ;)
OdpowiedzUsuńja mam to samo - jak jest już coś fajnego to albo z jakimś defektem, albo gigantyczne rozmiary i też nie zaszalałam w tym roku na wyprzedażach. poza tym co w moim wpisie kupiłam tylko jedną bluzkę.
Mój Sylwester też nie należał do niezwykłych. Ot, taka sobie domówka, na której ktoś mnie wkurzył. Na szczęście generalnie było ok.
OdpowiedzUsuńKiepsko, że brakuje Ci czasu.
A co do skarpetek nigdy nie miałam z nimi problemu. Dopiero gdy na stałe zamieszkałam z Wojtkiem okazało się, że gdzieś wokół nas jest czarna dziura. Po prostu czasem jedna skarpetka id pary znika - czasem jego, czasem moja... :)
heh, Kraków. Pomimo wszystkich jego wa i tak kocham moje miasto :)
OdpowiedzUsuń