21 sierpnia 2011

Chamy w "hamie"

Rano pojechałam do H&M po upatrzoną sukienką na wesele. Kupiłam to co chciałam i pewnie wróciłabym do domu zadowolona gdyby nie pewien incydent. Przy bramkach zatrzymał mnie ochroniarz i oskarżył  o kradzież bransoletki...

W sklepie spędziłam dobrą godzinę. Chciałam być  całkowicie przekonana do zakupu, więc przymierzyłam kilkanaście fasonów sukienek i obładowana wieszakami pewnie ze 3 razy wracałam do przymierzalni. Po jakimś czasie zauważyłam, że zbyt często mijam się między półkami z pewnym chłopakiem, ale uznałam to za dziwny zbieg okoliczności - niesłusznie. Szczerze mówiąc wyglądał raczej jak dziewczyna przebrana za mężczyznę, dlatego obecność tej osoby w dziale damskim wcale mnie nie zaskoczyła. Wróciłam do przymierzalni, w której jak zwykle panował straszny sajgon. Spojrzałam w dół, a wtedy "uśmiechnęła się" do do mnie zakurzona pięćdziesięciogroszówka. Obok leżała rozwiązana bransoletka z rzemyka, kilka miedziaków i jakieś papierki po cukierkach. Pomyślałam, że komuś wysypały się te rzeczy z kieszeni jeansów czy kurtki, przecież sama nie raz zostawiłam podobne fanty w sklepie (pieniądze, biżuterię, długopis itp). W życiu bym nie wpadła na to, że ktoś celowo zastawił na mnie pułapkę! Bransoletka była bez metki, nigdy nie widziałam takiej w H&M i byłam przekonana, że pochodzi z innego sklepu. Drobniaki zabrałam, rzemyk również, następnie zadowolona z tego, że mi się tak poszczęściło udałam się w stronę kasy. Zapłaciłam za zakupy i w końcu odetchnęłam z ulgą, gdyż mogłam uznać męczące poszukiwania sukienki za zakończone. Po chwili zatrzymał mnie mój sklepowy prześladowca, który oznajmił mi, iż jest pracownikiem ochrony i rzekomo przyłapał mnie na kradzieży. Oczywiście nawet nie chciał mnie wysłuchać i wskazał mi drogę do "pokoju zwierzeń". Dziewczyna, z którą tam rozmawiałam zaproponowała dwa rozwiązania: mogłam zapłacić za biżuterię lub poczekać na przyjazd policji. Wiedziałam, że czeka mnie ciężki dzień, także wolałam sobie nie psuć niedzielnego przedpołudnia i jak najszybciej zakończyć tę nieprzyjemną sytuację, więc wybrałam mniejsze zło - zgodziłam się na zakup bransoletki. Wtedy okazało się, że rzemyk jest częścią jakiegoś sześciopaku, pochodzi z starej kolekcji i nawet nikt nie zna jego ceny ani kodu. Świetnie. W końcu dziewczyna się nade mną zlitowała, uwierzyła mi i powiedziała, że nie muszę za nic  płacić. Pracownicy ochrony mogliby się zająć łapaniem prawdziwych złodziei zamiast bawić się w takie podchody...

Najśmieszniejsze jest to, że dokładnie tydzień temu śniło mi się, że zostałam zatrzymana przez policję i miałam do zapłacenia spory mandat (1500zł) za brak prawa jazdy. Z ciekawości właśnie zajrzałam do sennika i aż mnie zamurowało: "policja -> ujrzeć: przestroga przed złym postępkiem, który masz zamiar popełnić; mieć z nią do czynienia: ograniczenia i przeciwności życia czynią ci je gorzkim". FUCK/



 
 Oto fragment sukienki, całość pokażę w następnym wpisie :)

Kto oglądał wczorajszy koncert Amy na Canal+? 



13 komentarzy:

  1. Nie zazdroszczę takiej przygody... dlatego jak ostatnio byłam na zakupach w h&m to nie zakładałam naszyjnika od nich, by słyszałam już tego typu historie...
    p.s. fajnie że kupiłaś ta kieckę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. w którym to Hamie? w Porcie? oni tam wszyscy są posrani, robią dziury w rzeczach zakładając klipsy, a później robią fochy jak się prosi o egzemplarz bez dziur.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ogladalam koncertu, nie mam Canal + :(
    Masakra z tą "kradzieza", nie ogarniam tego w ogóle, fakt- powinni zajac sie prawdziwymi zlodziejami.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na nową notkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. matko,straszna sytuacja!!!okropna,wyobrażam sobie,jak musiałaś sie czuć....tyle niepotrzebnego stresu...chyba predko tam nie wrócisz

    OdpowiedzUsuń
  5. o jaaa. warto czytać senniki chyba;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co za chamstwo! Kurcze chyba ich osrało! Mogliby się zająć pracą nie naciąganiem ludzi na płacenie za jakieś pierdoły. Jak na takie zakupy powinni Cię po dupie całować a nie prześladować. :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Masakra, ja jakiś czas temu kupowałam w H&M bransoletkę i narzutkę. Koleżance tak się spodobały, że poprosiła o identyczny zestaw. Głupio mi było, bo miałam na sobie dwie rzeczy z aktualnej kolekcji i pytałam ekspedientki, czy mam pokazać paragony? Bo tak się przyglądała. A ona mnie uspokoiła, że nie, absolutnie, to oni muszą udowodnić mi kradzież, a nie ja im-zakup:) A miałam też przygodę w C&A, tam często do jakiś kieszonek wkładają takie "karteczki", których nie zauważa się i po odcięciu metek one wciąż "piszczą" w bramkach. Nie cierpię takich sytuacji, mimo, że mam czyste sumienie, to mam wrażenie, że cały sklep na mnie patrzy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale jazda. Ja bym aferę na całe centrum zrobiła. I nawet sam bym na policję zadzwoniła. Kurczę!!!
    To miałaś pecha.

    Mnie zawsze wkurza ochrona, która za mną łazi jak gęś. Jeszcze nie zdążę niczego dotknąć a już czuję się jak przestępca.

    Dobrze, że kiecka jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. czytałam na pewnym forum o tym, ale że to było przed pewnym moim wyczynem ( o którym zaraz na blogu) to nie zdążyłam skomentować.

    miałam w porcie w hm też niemiłą sytuację, ale nie tak neimiłą jak twoja. oni tam są dziwni - naprawdę ;/

    OdpowiedzUsuń