7 czerwca 2010

fin de semana



Chciałam oznajmić, iż piękna pogoda w ten weekend była między innymi moją zasługą :P, gdyż w piątek rano kupiłam kalosze. Poniekąd z miłości do wzoru w panterkę, ale przede wszystkim z przymusu, gdyż zwyczajnie nie miałam w czym chodzić. Wiedziałam, że jeśli zaopatrzę się w tego typu obuwie, to deszcz jak na złość przestanie padać. Przestał, wcale nie na złość :)
Doskonała pogoda skutecznie odciągnęła mnie od komputera na calutki weekend. I bardzo dobrze :) Starałam się wykorzystać każdy promyk słońca, każdy powiew czerwcowego wiatru, chciałam nacieszyć się zapachem świeżo skoszonej trawy. Sobota była idealna. Popołudnie spędziłam w ogrodzie, a wieczór na inauguracji sezonu barbeque 2010 z przyjaciółką i zimnym Leszkiem. Przygotowując grecką sałatkę. zerkałyśmy na "bitwę you can dance", w której brał udział nasz znajomy, Damian (klik).



Niedzielę zaliczyłabym do bardzo udanych, gdyby nie WW, czyli „wielki wk*rw”, ale szybko znalazłam na niego sposób. Rolki plus pełna dyskografia Arctic Monkeys natychmiast wprawiły mnie w dobry nastrój. Minęłam całe kolonie rowerzystów którzy wypełzli na ulice niczym ślimaki po deszczu. Dosłownie po deszczu, dosłownie jak ślimaki – braku kondycji nie dało się nie zauważyć. Kilka kilometrów dalej moim oczom ukazał się piękny, brązowy kot. Nieżywy. Prawdziwy kot z prawdziwie wytrzeszczonymi oczami i prawdziwą krwią wypływającą z jego prawdziwego kociego pyska. Straszny widok. Kilkadziesiąt metrów dalej leżał martwy wróbel, a zaraz za nim ususzona, rozprasowana na asfalcie żaba. Przypomniały mi się czasy dzieciństwa, kiedy wraz z kolegami z podwórka prowadziliśmy ściśle tajną misję charytatywną i przenosiliśmy żaby w lepsze miejsca. Zabieraliśmy przestraszone płazy z ulicy i wypuszczaliśmy je na wolność w naszym zdaniem bardziej odpowiednim dla nich otoczeniu. To były czasy :)

Jeśli Wam się nudzi, albo pilnie poszukujecie jakiegokolwiek czasozapychacza, który odciągnie Was od książek podczas sesji, to szczerze polecam „Life unexpected”.




hasta luego!




20 komentarzy:

  1. woooooooooooooooooooooooooow wlasnie zakochalam sie w tancu tego Waszego kolegi :DDDDDDD szacun! :DDDDD

    ha ha panterkowa , jak mój Ewex ;))))

    OdpowiedzUsuń
  2. kalosze super :)

    cisto z truskawakimi robię tak, piekę biszkopt, bo znaim ostygnie i w ogóle, później tak, 2 galaretki (czerwone) rozpuszczam żeby zaczęły gęstnieć, w tym czasie truskawki miskuję z 0.5l śmietany kremówki i jak galaretka już fest to dodaje do truskawek i miksuję i przekładam do przekrojonego na 2 części biszkopta, mam nadzieję że coś zrozumiesz z mojego przepisu :D

    smacznego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a więc tak, pół kg truskawek, najpierw miksuję a potem wlewam śmietanę z woreczka/kubeczka (zależy w czym masz),
    galaretka półpłynna, sztywniejąca.
    biszkopt większy niż A4 :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jaki aktywny weekend. Fajnie. Ja tez w sumienie mogłam narzekać (no, ale czytałaś...). No i te rolki, jak ja ich Ci zazdroszczę! to takie coś Twoje, Twoja chwila (długa czasami) dla Ciebie! tylko dla Ciebie! ech ... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja do tej pory przenoszę jeże. Dużo ich w okolicach mojego domu i giną często pod kołami samochodów. Gdy widzę jakiegoś na asfalcie i dycha, to go wynoszę szybko do lasu. A niedawno z jednym się "zaprzyjaźniłam". Chyba zamieszkał blisko drogi, którą często chodzę z Sojerem. Czasem pod nos podstawie mu psi smakołyk. Słodkie kalosze. Ja jakiś czas temu próbowałam kupić ale w końcu nic z tego nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też weekend zaliczam do raczej udanych. Co prawda sobotę miałam od rana do nocy zarobioną, ale niedziela była bardzo przyjemna. I opaliłam się w końcu :)
    Ja zawsze jak widzę, że coś lezy na drodze i wygląda jakby kiedyś było żywe, to zamykam oczy. Co gorsze zamykam też jak jadę samochodem :)
    Kaloszki, mimo ze ja nie jestem przekonana do tego typu obuwia, fajnie wyglądają. No i grunt, że zadziałały na deszcz. Dzięki Ci za to :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. No to masz pogodę na kalosze!

    OdpowiedzUsuń
  8. u mnie weekend z atrakcjami
    fajne kaloszki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne kalosze! Ja planowałam kupić ale nic z tego nie wyszło... Może kiedyś uskładam na huntery, tylko chciałabym tak w 2 różnych kolorach, więc prędko ich nie kupię :P

    OdpowiedzUsuń
  10. hahahah ja tez kupilam kalosze w pt i jak przewidzial moj maz z tego tez powodu przestalo padac:D

    OdpowiedzUsuń
  11. ja po prostu wiedziałam, że tak będzie, dlatego chciałam je kupić jak najszybciej :D Jeśli na przykład kupię sandały to pewnie zacznie lać, więc jeszcze się wstrzymam :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Urodziny mam 29.06., a 27 to ilość świeczek w tym roku...

    OdpowiedzUsuń
  13. Nom, ceny są masakryczne! Mam taką znajomą-snobkę i u niej swego czasu widziałam te kalosze, wtedy jeszcze nieświadoma ich ceny. Ona je przywiozła z Londynu i mówi że tam są tanie jak barszcz i że może mi takie przywieźć. Już byłam chętna, ale wg niej "taniość" jest już na poziomie ok 60 funtów :) Kupiłabym je gdyby kosztowały max do 100 zł a tak ...
    A- ostatnio chyba nie pisałam, ale jeszcze raz gratuluję zdolnej siostry! Mała musi być naprawdę zdolna skoro przebiła się przez tyle dzieci i wygrała! :) :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Aaaa, to Twoim kaloszom zawdzięczamy te upały;)

    Zjem wszystko, co kokosowe i chałwowe, więc i tych lodów już próbowałam:) Jak dla mnie słabo czuć chałwowy smak w tych lodach. Raz w życiu jadłam boskie chałwowe lody, w Zwierzyńcu na Roztoczu, to była taka mała lokalna rodzinna lodziarnia, lody tzw. wyrobu własnego, wszystkie były przesmaczne, z trudem dałam się odciągnąć, najlepsze były właśnie chałwowe i tiramisu - niebo w gębie:) Może dobrze, że nie mieszkam gdzieś w pobliżu:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne kaloszki! Też takie chcę!

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie przepadam za fioletem. Granat uwielbiam, ale nie lubię, gdy góra jest ciemniejsza od dołu. Pudrowy róż...mam nawet jeden tank top w tym kolorze ale jakoś średnio się w nim czuję. Czyli z białym źle? A długość spódniczki - myślisz, że ok? Aha...mam 167-168 cm wzrostu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak, ja jej czytam po ang., a poza tym mówię do nie rano, jak jesteśmy same, po angielsku. No, czasem się zapominam i mówię po polsku, ale staram się do niej mówić po ang. Wiesz, w końcu to mój "drugi" język.

    OdpowiedzUsuń
  18. Pracowałam w Londynie,ale też by mi szkoda było wydać ciężko zarobione pieniądze na kalosze. No chyba że zarabiałabym 5 funtów nie na godzine ale na minutę :P
    Koleżanka jeździ tylko na zakupy do Londynu. Eh, też chcę tam znów pojechać! :)
    Też mi się marzą conversy,ale sama nie wiem czy chciałabym klasyki czarne czy granatowe czy może jakieś bardziej szalone... A póki co zakupiłam trampki atmosphere za 25 zł z przesyłką :P

    OdpowiedzUsuń