10 marca 2012

Mission possible




Do stworzenia tego posta zainspirował mnie filmik popularnej vloggerki, która w swoim najnowszym nagraniu zachęcała widzów do wzięcia udziału w pewnym przedsięwzięciu. Zasady są bardzo proste, zadanie wybierasz sobie sama, a na jego realizację masz 7 dni. Misja polega na przełamaniu strachu i zrobieniu czegoś, czego się boisz. W końcu najgorszy jest lęk przed działaniem, a nie samo działanie, prawda? Stojąc w miejscu i  tylko czekając problem nie zrobi się mniejszy, a wręcz może się pogłębić.

"80 percent of success is just showing up" (Woody Allen)

To nie musi być od razu skok na bungee albo  podróż z Gdańska do Zakopanego na deskorolce. Bądź odważna i postaraj się spełnić jedno ze swoich marzeń lub zrób coś, co od dawna Cię męczy i nie pozwala zasnąć. Opuść na chwilę swoją strefę komfortu (obszar, w obrębie którego czujesz się swobodnie) i działaj! Kupiłaś pomarańczowe rurki w zielone paski i ich nie nosisz, bo boisz się złośliwych komentarzy koleżanek? Podoba Ci się nowy sąsiad z piętra, ale wstydzisz się do niego zagadać? Na szafie siedzi pająk, którego boisz się dotknąć? Chcesz zrezygnować ze świetnej imprezy, bo nie znasz większości gości? A może właśnie Ci się przypomniało, że jakiś miesiąc temu włożyłaś do torebki kanapkę, która pewnie już dawno spleśniała i nawet nie chcesz sprawdzać jak wygląda? :) Na pewno znajdziesz coś dla siebie :)


Nie musiałam szukać po kątach spleśniałych kanapek ani rozglądać się za przystojnymi sąsiadami, gdyż misja sama do mnie przyszła, a konkretnie pojawiła się w szarej kopercie jako list polecony z biblioteki. Nie oddałam książki, która prawdopodobnie gdzieś się zawieruszyła podczas przeprowadzki. Jutro czeka mnie przekopywanie kilku kartonów na strychu z bonusem w postaci walki z licznymi pajęczynami i ich mieszkańcami, a w poniedziałek rano stanę oko w oko z panią bibliotekarką o aparycji królewny Fiony po transformacji. Wish me luck.


A oto misja numer dwa. Bilet już mam :)



Przyłączysz się? Jeśli chcesz wziąć udział w zabawie wystukaj w komentarzu "WCHODZĘ W TO!", a po tygodniu napisz czego udało Ci się dokonać :)


Pamiętam o tagach, niedługo na nie odpowiem :)

16 komentarzy:

  1. tą kanapką mnie rozwaliłaś :)
    dokąd ten bilet? ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm a ja nie mam nic takiego :P jedyne rzeczy, ktore chce zrobic, a nie moge spowodowane sa brakiem funduszy,a nie odwagą ;)
    dokąd masz ten bilet :>?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam jak Magda.. Chociaż jutro jest dzień otwarty na mojej siłowni. Nie mam kasy na karnet choć jutro jest sporo tańszy niż normalnie..No i jutro wszystko jest darmowe min Zumba. Poszłabym, ale nie mam w czym ćwiczyć i chyba się boję, że będę jak zwykle- słoń w składzie porcelany ;-) Bo ja głucha jestem.. I rytm gubię ;-) Dlatego tak nie lubię aerobicu..

      Usuń
    2. Nie żartuj, że nie masz w czym ćwiczyć! Legginsy i długi t-shirt wystarczą :) Też nie jestem typem sportowca, wiele rzeczy mi nie wychodzi, ale na aerobik chodziłam Nie gadaj głupot i idź do klubu, najwyżej staniesz w ostatnim rzędzie. Nie pożałujesz! Pamiętaj, ze podczas takich zajęć każdy jest skupiony na sobie, a nie na pozostałych babkach, więc jedyną osobą, która będzie na Ciebie zerkała jest instruktorka :) Czytałaś artykuł o zumbie w najnowszym TS?

      Usuń
  3. Nie chyba nie czytałam. Wiesz co jak dzisiaj w euforii przeczytałam o tym dniu otwartym to się zapaliłam.. Ale teraz okazało się, że nie mam żadnych legginsów!!! Te w których ćwiczyłam to znosiłam po domu- mam wybarwioną plamę od domestosa i wieeeelką dziurę od kroku w dół.. Miałam właśnie kupić nowe, ale wszelkie nadwyżki pochłonął remont :< Załamka :<

    OdpowiedzUsuń
  4. wchodze!!! Beti dala mi pomysl - ide za chwile na maraton zumby, gdzie nikogo nie znam, bo to nowy klub... nie cierpie nowych miejsc i anonimowego tlumu, gdzie czuje sie niepewnie:( ale ide sie dobrze bawic! o ile beda jeszcze wolne miejsca...

    OdpowiedzUsuń
  5. impossible is nothing.
    ja moją strefę komfortu porzuciłam dość spontanicznie ponad rok temu, rzucając pracę i przeprowadzając się do obcego w sumie miasta, nie mając żadnego konkretnego planu. jak na razie jakoś żyję ;)
    a teraz jestem w trakcie pewnego "pierwszego razu", do którego zbierałam się i zbierałam i w końcu podjęłam wyzwanie. ale pochwalę się jak będzie czym :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmmm no i zabiłaś mi ćwieka, nie wiem czy mam coś takiego...

    OdpowiedzUsuń
  7. skok na bungge to przyjemność,a nie wyzwanie;)chetnie bym znowu to zrobiła;))
    super pomysł i chyba...wchodzę w to:)))))dam znać za tydzień;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialna sprawa! Jednak czy w to wchodzę to jeszcze sie zastanowię ;DD

    OdpowiedzUsuń
  9. ahahahah podobnie :D
    jestem zadowolona z podkladu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. szukam szukam i nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  11. właśnie mam to samo pytanie bilet dokąd ????ja tak właśnie ostatnio zadziałałam i strzeliłam okropną gafę !!!! bo chyba za bardzo impulsywnie i teraz mi cholernie głupio....:) napisałam sprostowanie na blogu w komentarzach o Ally bo już kilka osob pytało :)

    OdpowiedzUsuń